Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polskie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lipca 2024

Jakub Turkiewicz, Chciej mnie zawsze

Jest i pierwsza recenzja po przerwie.

W styczniu zamówiłem pakiet książek od wydawnictwa OdeSFa. Wydawnictwo małe, ale bardzo dobre, polecam. Zasadniczo bardzo ciekawa fantastyka. Ponieważ mają tam opcje sprzedaży w pakietach, co wychodzi taniej, to trafiła do mnie książka Turkiewicza. Nie spodziewałem się od niej wiele, ale w pakiecie były inne książki, które już na pewno mieć chciałem, więc przygarnąłem. Jakimś trafem właśnie po nią sięgnąłem jako pierwszą z tego wydawnictwa. Cóż, muszę powiedzieć, że wybór nader dobry. Jeśli się dobrze orientuje, to Chciej mnie zawsze, jest debiutem powieściowym Jakuba Turkiewicza. Ogólnie OdeSFa jest małym, kameralnym wydawnictwem, ale z bardzo ciekawym doborem autorów. Są już tacy dość wyrobieni, z pewną marką (jak Jacek Inglot), ale są również interesujący debiutanci. Tacy właśnie jak Jakub Turkiewicz.

Chciej mnie zawsze jest ciekawym science-fiction. Czy w zasadzie, połączeniem science-fiction z kryminałem. Zasadniczo, bardzo mało czytuję kryminałów, ale kryminały w stafażu science-fiction to już zupełnie coś innego. Powiedziałbym tak, podstawowym atutem pana Turkiewicza jest dobra wyobraźnia. Pomysły są naprawdę nietuzinkowe, wykonanie również nienajgorsze.

Oczywiście, nie przedstawię najlepszych koncepcji autora, bo zdradziłbym zbyt wiele i popsułbym suspens. Zatem, postaram się ostrożnie zarysować fabułę.

czwartek, 11 stycznia 2024

Agnieszka Hałas, Dwie Karty

 Mam zaległe posty z zeszłego roku, które zapewne wrzucę jakoś niedługo. Tymczasem jednakwrażenia z pierwszej książki przeczytanej w roku 2024. Nie będę zapewne zbyt elokwentny, bo wydaje mi się, że dużo łatwiej czepiać się jakichś bzdur, chociażby w konstrukcji świata, niź składnie napisać, że coś się bardzo podobało.

Otóż, kilka osób, których opinie cenię, zachwalało mi cykl Teatr Węży i ogólnie pisarstwo Agnieszki Hałas. Oczywiście, zamierzałem kiedyś te polecenia sprawdzić, ale jakoś mi się nie spieszyło. Dopiero niedawno, pod koniec zeszłego roku (bodajże w listopadzie) natrafiłem w taniej księgarni na przecenione Dwie Karty, czyli pierwszą część wspomnianego Teatru Węży. Jakie były wrażenia? Krótko powiem, tak, o czymś świadczy fakt, że zamierzałem tylko trochę przeczytać przed pójściem spać, a ani się obejrzałem a wciągnąłem całość. A potem wlazłem na strony wydawcy, czyli Rebisu i zamówiłem wszystko, co mieli od autorki. Także jak widać przypadło mi do gustu. Jeśli ciekawią Was szczegóły, to zapraszam do dalszej lektury.

czwartek, 26 października 2023

Katarzyna Berenika Miszczuk, Szeptucha

Okładka podpowiada, by trzymać się z daleka

 Na swoje usprawiedliwienie powiem, że jestem chory. W związku z tym, nie miałem siły, by czytać coś bardziej ambitniejszego. Stąd i ta Szeptucha... Mimo, że to romans w sztafażu fantasy, czyli ten rodzaj fantasy, którego raczej unikam. Ale słyszałem od różnych osób, że to podobno jest niezłe, stąd stwierdziłem, że zaryzykuje.

Zacznijmy może od realiów tej opowieści. Mianowicie, mamy wiek XXI, ale w historii alternatywnej. Otóż, książę Mieszko I nigdy nie przyjął chrztu, jakoś też ten pomysł nie przyszedł do głowy żadnemu z jego następców (przynajmniej nic o tym nie ma napisane o jakimś polskim Mendogu, który ochrzczony, zapewne powrócił potem do wiary przodków). W związku z tym, mamy Królestwo Polskie, nadal rządzone przez Piastów (w czasie trwania powieści włada Mieszko XII), powszechnie wyznaje się wiarę w słowiańskie bóstwa.

Muszę przyznać, że sam pomysł na takie uniwersum całkiem mi się spodobał, ale... Niestety jest ono zarysowane słabo, a wiarygodność tego wszystkiego kuleje. Nie jest wytłumaczone, jakim cudem, żadna wyprawa krzyżowa nie spacyfikowała tego pogańskiego państwa i nie skończyliśmy jak Obodrzyce, czy Wieleci. Ale to nic, bo rozumiem, że dzieje mogły się potoczyć tak, że krucjat w znanej nam formie nie było, czy też po prostu się nie daliśmy. Nie wiemy jednak, jaki jest zasięg owego Królestwa Polskiego. Czy plemiona Słowian Połabskich również zostały doń włączone? Pytanie zasadne, bo mamy w powieści wspomniane, że Mieszko I wojował z Wieletami. Może Prusowie, razem z Litwinami i Jaćwingami stworzyli własne państwo, skoro nie było krzyżackiego podboju Prusów?

piątek, 9 grudnia 2022

Jacek Komuda, Wilcze gniazdo

 Jak wiecie, nawet całkiem lubię powieści osadzone w realiach Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Zarówno te czysto historyczne, jak i te z nutą fantasy (jak chociażby W nawiedzonym zamczysku Jana Łady). Szczególnie zaś bliskie mi są te, które opowiadają o naszych dawnych Kresach Wschodnich.

Mimo tychże upodobań, jakoś długo nie zabierałem się za powieści Jacka Komudy, mimo, że wydawały mi się na pierwszy rzut oka pasować. W końcu jednak się zabrałem i oto pierwsza relacja z czytania.

Muszę powiedzieć, że dostałem niemal dokładnie to, czego się spodziewałem. Mianowicie powieść może niezbyt ambitną, grającą na pewnych ogranych w literaturze przygodowo-historycznej motywach, ale którą dobrze się czyta. Tak jest w istocie. Jednakże, muszę też przyznać, że Komuda posiada jakąś zadziwiającą lekkość pióra, tak, że czyta się nawet lepiej, niż dobrze. Trudno wyrazić, co w zasadzie mam na myśli, ale spróbuję. Czuć, że pisał to pasjonat tamtycz czasów, początku XVII wieku, który chciał możliwie dobrze ożywić je przed czytelnikiem. Powieść na pewno jest na swój sposób klimatyczna.

czwartek, 17 listopada 2022

Konrad T. Lewandowski, Diabłu Ogarek

 Tym razem post zbiorczy, bo będzie o całej trylogii. Dlaczego? Dlatego, że przeczytałem praktycznie

zaraz po sobie dwie ostatnie części. Poza tym uważam, że jako całość reprezentują podobny poziom, więc nie ma sensu rozdrabniać się na trzy osobne notki.

Czym jest trylogia Diabłu Ogarek? Sarmackim fantasy, toczącym się na początku wieku XVII. Elementy fantastyczne są bardzo zgrabnie wpasowane i jak dla mnie, czytało się naprawdę dobrze. Osobiście, każdemu miłośnikowi gatunku fantasy polecam. Jeśli zaś, tak jak ja, ktoś lubi także powieść historyczną z realiów I Rzeczypospolitej, to będzie bardzo ukontentowany. Zainteresowanych większą ilością szczegółów, zapraszam do dalszej części notki. Podzieliłem ją sobie na trzy części, każda dotyczy każdego tomu. Jeśli ktoś po lekturze tej części, która opowiada o tomie pierwszym, czyli Czarna Wierzba, stwierdzi, że go to przekonuje, a bardzo nie chce zdradzić sobie czegokolwiek z dalszych części, zalecam w tym momencie przerwać czytanie. Aczkolwiek, oczywiście, będę się starał zdradzić jak najmniej.

Jeszcze tak słowo odnośnie autora. Pisałem to już przy omawianiu jego poprzedniej recenzowanej tutaj powieści, czyli Bursztynowe Królestwo. Konrad Lewandowski jest nielubiany przez wiele osób, niektórzy by powiedzieli, że zasłużenie. Jednak bardzo zachęcam w tym wypadku, oddzielenie twórcy od dzieła. Pisze naprawdę dobrze i warto go czytać, niezależnie co o jego osobie sądzimy.

Po tym wstępie, przechodzę do krótkiego omówienia Czarnej Wierzby.

piątek, 21 października 2022

Tadeusz Markowski, Mutanci

Już nieco ochłonąłem po dłuższym wyjeździe, więc uznałem, że jest to dobry moment, na podzielenie
się swoimi wrażeniami z lektury tej nieco już wiekowej polskiej fantastyki naukowej.
Mutanci, tak samo jak kontynuacja Umrzeć, by nie zginąć, cieszyły się sporym uznaniem na początku lat dziewięćdziesiątych. Jednakże autor, Tadeusz Markowski, nigdy jakoś nie zdołał się zebrać, by napisać część trzecią. Dopiero niedawno udało mu się znaleźć autora, Marka Żelkowskiego, który pomógł mu dokończyć to dzieło pod tytułem Dzieci Hildora. Ta długo wyczekiwana trzecia część ukazała się w roku 2020, natomiast dwie poprzednie zostały wznowione parę lat wcześniej.
Oczywiście, byłem zaciekawiony owymi Dziećmi Hildora, które tak długo oczekiwały na swoje przyjście na świat. Jednak, uznałem, że najpierw sprawdzę, jak mi pasuje styl pisania Markowskiego i postanowiłem zabrać się do części pierwszej, czyli właśnie Mutantów. Jeszcze, żeby być ścisłym dodam, że Mutanci są pierwsi tylko wedle chronologii wewnętrznej tegoż cyklu.
Muszę powiedzieć, że całkiem mi się spodobało i zamierzam kupić dwie następne części, których mi brakuje. Jeśli lubicie taką sci-fi w starym stylu, to myślę, że będzie to coś dla Was. Zainteresowanych szerszą opinią, zapraszam do dalszej lektury.

wtorek, 14 czerwca 2022

Magdalena Kubasiewicz, Wszystko pochłonie morze

 Jest to moje pierwsze zetknięcie z tą autorką - muszę je uznać za całkiem udane. Pani Kubasiewicz
umie trzymać w napięciu i tworzyć interesujących bohaterów.

Zacznijmy może jednak od początku. Rzecz dzieje się w Księstwie Sieldige, gdzie panujący już około pięćdziesięciu lat Książę, Jaspen Varlander zostaje otruty Pocałunkiem Syreny. Jest to niezwykle rzadka trucizna, o nieznanym antidotum. Podobno dawno temu wynaleziona właśnie przez syrenę.

Jednakże, arystokrata Leto Drakin, jeden z bliższych współpracowników władcy, postanawia prosić o pomoc swoją przyjaciółkę, Alethę. Jest ona alchemiczką, piekielnie zdolną, na tyle, że być może uda jej znaleźć remedium i na tę truciznę. Jednocześnie próbuje opanować polityczny chaos, który cały czas kłębi się w mieście i odnaleźć trucicieli.

Jak widać intryg tutaj nie brakuje. Nie wymieniłem wszystkich wątków, w jakie zaangażowani są Leto, Aletha i ich znajomi. W każdym razie, autorka dość zręcznie je ze sobą splata, tak, że akcja jest urozmaicona. Mamy i sektę, czczącą prastare drzewo, mamy mordy, które zdają się być ze sobą powiązane, są rozprawy w światku podziemnym stolicy. Są też odwiedziny na wyspie, przesyconej magią, którą bogini Modron otoczyła swoją szczególną opieką... Jak widać, sporo, ale i tak wszystko fajnie ze sobą współgra.

Bohaterowie są ciekawi, szybko można ich polubić. Nawet ci, którym nie kibicujemy, nie pozostawiają nas obojętnymi, a to chyba najgorsze, co można powiedzieć o postaciach z książki.

poniedziałek, 23 maja 2022

Cezary Czyżewski, Alazza

 Czasem mam problem, jak oceniać debiuty. Mimo wszystko, miewam skrupuły przed ostrym krytykowaniem słabych debiutów. W tym przypadku, nie miałem specjalnych wątpliwości - powieść jest na tyle dobra, że bez specjalnych oporów mogłem wystawić pozytywną ocenę.

Składałem zamówienie i postanowiłem rzucić okiem, czy w tej księgarni, nie byłoby jeszcze czegoś wartego zamówienia. Zwróciłem uwagę na tytuł Alazza, mimo, że nazwisko autora, Cezarego Ćzyżewskiego, nijak mi się z niczym nie kojarzyło.

Dowiedziałem się, że to pierwsza powieść tego pana, a poza tym, jakieś urban fantasy dziejące się w Bydgoszczy. Pewnie bym odpuścił, ale zaintrygowało mnie, że głównym bohaterem ma być fizyk. Byłem ciekaw, czy ma to jakieś większe znaczenie dla fabuły.

Cóż, przynajmniej w pierwszym tomie -  nie bardzo. Tym niemniej, Alazza okazała się na tyle przyzwoitą powieścią, że nie miałem uczucia, że zmarnowałem czas. Dlatego też uznałem, że warto coś tu na ten temat skrobnąć. Uważam, że warto na miarę swoich możliwości promować niezłych pisarzy.

wtorek, 26 października 2021

Konrad T. Lewandowski, Bursztynowe Królestwo

 Jak przyznałem w ostatnim raporcie, długo średnio mnie ciągnęło do twórczości Konrada Lewandowskiego, zwanego też Przewodasem. Nie potrafię wskazać konkretnego powodu, chociaż potrafiłbym podać kilka pomniejszych. Przede wszystkim, nie byłem pewien pisarstwa autora. Jak niektórzy pewnie wiedzą, Przewodas to postać dość barwna (mówiąc dość oględnie). Mimo, że nie darzę go jakąś specjalną niechęcią, zastanawiałem się, na ile dobrze pisze. Poza tym, nierzadko zdarza mi się podchodzić z pewnym dystansem do polskiej literatury współczesnej. Nie z jakiejś specjalnej ojkofobii, bo cieszą mnie nasze, dobre polskie książki (jak chociażby twórczość Feliksa Kresa), ale własnej oceny wielu pozycji z nurtu polskiej fantastyki. Przekonał mnie jednak Paweł z Seczytam, swoją pochlebną opinią na temat Narzeczonej z Kociewia tegoż autora. Postanowiłem zatem sprawdzić, co też Przewodas ma do zaproponowania.

Zdecydowałem się zacząć do Bursztynowego Królestwa, pierwszego tomu tak zwanej Trylogii Dalekowschodniej. Jest to powieść historyczna (mam pewne trudności z klasyfikacją, ale o tym zaraz). Wybrałem z tego względu, że generalnie tematykę dalekowschodnią lubię i byłem ciekaw, co Lewandowski stworzył w tym klimacie.

Za chwilę napiszę nieco szerzej, ale na razie powiem tylko, że przeczytałem tę książkę, dwie następne części (Afgański Zeus oraz Bohaterowie się odradzają) jak również powieść Czarna Wierzba (tom pierwszy trylogii Diabłu ogarek). W kolejce czeka Narzeczona z Kociewia, Złota Kaczka i kontynuacja Czarnej Wierzby. Jak widać, uznałem, że Lewandowskiego czytać warto. Jeśli kroś chce lepszego uzasadnienia, to zapraszam do dalszej części notki.

środa, 29 września 2021

Jacek Piekara, Necrosis. Przebudzenie

 Książka gruba nie jest, ale uznałem, że warto o niej parę słów napisać. Krótko wspomniałem o tej pozycji z okazji ostatniego raportu. Jest jednak na tyle dobra, by nawet poświęcić jej osobną notkę. Tym bardziej, że autorem jest Jacek Piekara. Niezbyt mi się spodobał jego cykl o Inkwizytorze Mordimerze, ale Necrosis jest o niebo lepsze. Dlatego, może warto napisać o nim coś szerzej, na wypadek, jakby komuś również się tamten cykl nie wpasował się w gusta. Nie warto skreślać autora.

Przede wszystkim, wbrew temu, co się może wydawać, książka ta nie jest powieścią. To zbiór pięciu opowiadań, które jednak, wyraźnie łączą się w pewną całość, choć dotyczą różnych bohaterów.

Historie, przedstawione w różnych miejscach tego samego uniwersum, łączy wspólny wątek. Otóż, dawno temu pokonani potężni czarodzieje, posługujący się nekromancją, budzą się z uśpienia. Wciąż słabi, nabierają jednak mocy, wykorzystując słabości ludzi, którzy w większości dawno zapomnieli o tym zagrożeniu.

I tutaj chyba przejawia się największa zaleta tychże opowiadań. Cykl inkwizytorski, nie spodobał mi się właśnie dlatego, że miałem wrażenie, iż wszystko jest tam tak mroczne, że aż przesadzone. W sensie, wiecie, epatowanie krwią, czy seksem, czasami jest na miejscu, ale w pewnym momencie, ma się wrażenie, że jest zwyczajnie sztuczne. Z wulgaryzmami przesadzić można jeszcze łatwiej.

sobota, 31 lipca 2021

Stefan Grabiński, Cień Bafometa

 Blog umarł. Tym niemniej, uznałem, że jednak zmartwychwstanie. Nowa praca, choróbsko, parę
jeszcze zmian w życiu i wyszło tak, że nic nie wyszło :P. Dlatego, jeżeli ktokolwiek z szanownych czytelników zerknie do tej nowej notki, to tym bardziej będzie mi miło. Co do mnie, to zamierzam wrócić do w miarę regularnego postowania. Jeżeli uda się przez cały nadchodzący miesiąc, utrzymać pewną regularność w postowaniu (i ktoś to nadal będzie czytał), to uruchomię nawet jakieś media społecznościowe.

Tyle jeśli chodzi o nowości. Powrót zaczynam krótką recenzją, jak mi się zdaje, dość zapomnianej powieści grozy z początku XX wieku. Autor, Stefan Grabiński, zwany jest czasem "polskim Lovecraftem". Dlatego, bardzo się zaciekawiłem jego twórczością, z uwagi na to, że darzę wielką estymą pisarstwo "samotnika z Providence". Jak to jednak często bywa z takimi porównaniami, po zderzeniu z rzeczywistością, wychodzi, że są dość przesadne, o czym zaraz.

Zacząłem od tej pozycji z dorobku Grabińskiego, z uwagi na tytułowego Bafometa. Bardzo mnie interesuje historia zakonu templariuszy, więc od razu wyraz "Bafomet" przyciągnął moją uwagę. Niestety, to tytułowego Bafometa w tej książeczce w zasadzie nie ma. Nie dajcie się zwieść, akcja rozgrywa się w czasach współczesnych autorowi, a związki ze średniowieczem są bardzo odległe.

sobota, 24 października 2020

Jack de Craft, Conan - Pani Śmierć

 Jak wiadomo, postać Conana z Cymmerii, stworzył Robert E. Howard. Nie pożył długo, ale był bardzo płodnym pisarzem. Wiele opowiadań o Conanie, zostało dokończonych przez jego oficjalnych, literackich kontynuatorów - L. Sprague de Campa i Lina Cartera.

Powstało też jednak niemało utworów o Conanie, pisanych przez naśladowców Howarda. Większości z nich (moim przynajmniej zdaniem), raczej nie warto ruszać. Są jednak pewne wyjątki. W tym i ten omawiany dzisiaj, którego byłem ciekaw.

Jest to bowiem, jedyny polski Conan, na dodatek dość nietypowy, o czym za chwilę. Napisał go Jacek Piekara, pod pseudonimem Jack de Craft.

Teraz może coś o fabule... Otóż, jak wspominałem, nie jest to zwyczajne opowiadanie o Conanie. Ten już bowiem, mocno się postarzał. Nadal oczywiście, ma wiele sił, ale posiwiał, a i refleks już nie ten, mimo, że nadal oczywiście, jest bardzo groźnym przeciwnikiem.

Początek też jest odmienny od zwyczajowego. Conan, już dwanaście lat temu, osiadł w kupionej posiadłości razem z żoną. Doczekał się dwóch synów i spokojnie przeszedł na emeryturę.

wtorek, 14 kwietnia 2020

Feliks W. Kres, Północna Granica (Księga Całości #1)

Drugie wydanie - 2000
(Mój egzemplarz)
Rzadko miewam tak, by jakieś dzieło zrobiło na mnie takie wrażenie, że bym od
razu chciał jakoś podzielić się wrażeniami. Tym razem, tak się zdarzyło, zatem zaczynam.
Tym bardziej, że chodzi o specjalny przypadek. Mija już bowiem prawie dekada, od czasu, kiedy Feliks Kres, polski pisarz fantasy, ogłosił, że odwiesza pióro na kołek i nic nowego już nie wyda.
Cóż, trzeba powiedzieć, że deklaracja przynajmniej uczciwa - nie łudził swoich czytelników. W związku z tym, wypada jednak ostrzec czytających: Księga Całości, o pierwszym tomie której zaraz tu poczytacie, nie jest w całości :P. Od dawna chciałem zapoznać się z tym cyklem Kresa, ale zawsze jakoś nie było po drodze. Gdy już się udało, mogę zadeklarować, że na pewno sięgnę po tomy następne - warto, mimo, że nie jest skończony. Zachęcam, by pana Kresa czytać - warto, zwłaszcza, że Mistrz Feliks, być może jednak do pisania wróci.

Na początek, może kilka słów na temat tej serii. Całość tego świata, obejmuje kontynent Szerer, który otacza Morze Bezmiarów. Niegdyś, dawno temu, nad Szerer, przybyła tajemnicza potęga, Szerń, której macki mocy, choć niewidzialne, rozciągają się na prawie całość kontynentu, obfitującego w liczne kraje o bardzo różnej kulturze. Szerń dawno temu, obdarowała rozumem ludzi, a następnie koty i sępy.

Wpływ Szerni, nie obejmuje całości tego świata, ponieważ część, objęła podobna potęga - Aler. Z jakiegoś powodu, Szerń nie zniszczyła go zupełnie, mimo, że został zepchnięty na ograniczony ob.
Kraina Aleru, jest kompletnie obca. Nawet flora, ledwie przypomina tę, którą znamy z naszego świata (no i Szerni).
Gorzej, że Alerowie, są nieco groźniejsi, niż zwierzęta. Te dziwne, obce istoty, niejednokrotnie przeprawiają się przez granicę, by dokonywać rozboju i palić.

Właśnie dlatego, potężne Cesarstwo Armektandzkie, ustanowiło liczne stanice, w pobliżu ciągle gorącej Północnej Granicy. Klimat tych ziem, przywodzi na myśl ni to dawne Dzikie Pola w czasach I Rzeczypospolitej, ni to Dziki Zachód. W skrócie - mieszkający tam ludzie, zwolnieni są z wielu podatków i mają inne przywileje, a ziemia jest żyzna. Żyją tylko w nieustannym zagrożeniu.

niedziela, 1 marca 2020

Marta Krajewska, Idź i czekaj mrozów

Zapewne długo bym nie zorientował się, że taka książka w ogóle istnieje. Jednak, Z pamiętnika Książkoholika objęła tę książkę patronatem, zatem, co rusz gdy tam wchodziłem, widziałem okładkę. Wyglądała ładnie, po tym, jak obejrzałem sobie opis, stwierdziłem, że sprawdzę.
Czy było warto? Tak, chociaż całkiem różowo też nie było. Ale po kolei.

Idź i czekaj mrozów, to rural fantasy, czyli ten rodzaj literatury, który darzę szczególnym sentymentem. Rozgrywa się bowiem nie w jakimś mieście, tylko zabitej dechami dziurze. Oczywiście, w pewien sposób trudniej w takim otoczeniu napisać coś ciekawego, ale jak już się uda, to efekty mogą być bardzo fajne. Takim przykładem, może być dylogia o Wilżyńskiej Dolinie, pani Anny Brzezińskiej. Bawiłem się świetnie, czytając ten zbiór opowiadań rozbity na dwa tomy. I liczyłem, że w tym przypadku, znajdę coś podobnego. 
Poniekąd, rzeczywiście tak się stało. Jednak, mimo wszystko, nie do końca.

piątek, 21 lutego 2020

Romuald Pawlak, Inne Okręty

Być może już kiedyś tutaj pisałem, że jednym z moich ulubionych regionów świata, którego na razie nie odwiedziłem, jest Ameryka Południowa. A konkretnie Andy, w szczególności Peru i Ekwador.
Dlatego, gdy robiłem zamówienie w księgarni internetowej i sprawdziłem, co też mają jeszcze na stanie, oprócz pozycji, której szukałem, od razu zwróciłem uwagę na tę charakterystyczną okładkę, przedstawiającą hiszpańskiego konkwistadora.

Opis brzmiał zachęcająco. Cena też, poza tym, było to wydanie śp. Runy, która zazwyczaj jednak słabych rzeczy nie wypuszczała. Zatem, zamówiłem, mimo, że autora de facto nie znałem (kojarzyłem, że coś tam publikował w dawnym Feniksie).

O czym w zasadzie są owe Inne Okręty? Ano, mamy do czynienia z alternatywną historią, przemieszaną z elementami fantasy. Jak można się domyślić, ta opowieść dzieje się w Ameryce Południowej. Co osobiście doceniłem. Nie tylko dlatego, że lubię ten kontynent, ale dlatego, że bardzo cenię fantasy w nietypowym uniwersum, nie w czymś w rodzaju średniowiecza europejskiego.

czwartek, 30 stycznia 2020

Karina Bonowicz, Księżyc jest pierwszym umarłym

Eh, tyle do nadrobienia z końca roku ubiegłego, a tu kolejne tytuły z tego do
opisania. Szczerze mówiąc, bardzo mi się nie chciało pisać tego akurat tekstu. Jednak, po namyśle, stwierdziłem, że warto jednak spróbować sklecić parę zdań na ten temat. Borze szumiący, jak ona mnie wymęczyła...

Na początku, nie byłem pewien, czy zabierać się za pierwszy tom serii, pod wdzięcznym tytułem, Gdzie diabeł mówi dobranoc, nieznanej mi za bardzo wcześniej, pani Kariny Bonowicz. Jednak, po namyśle, zdecydowałem, że może zaryzykuje.

Przeważył fakt, że autorka osadziła akcję swojej powieści na Podkarpaciu. A muszę się przyznać, że mam spory sentyment do tego rejonu Polski. Pierwszy raz, pojechałem tam (konkretnie w Beskid Niski) jak miałem jakoś siedemnaście lat. I byłem absolutnie zachwycony. Pozostałościami dawnych wiosek, starymi kościołami i cerkwiami, lasem, nieraz tak gęstym, że całkowicie zarastał i tak niewyraźny szlak... Ściana wschodnia, naprawdę ma w sobie sporo magii. Dlatego, uznałem, że chętnie spróbuję, jak wyszło przedstawienie niewątpliwych uroków Podkarpacia. Cóż, pod tym względem wyszło, co najwyżej średnio. A pod tym innymi?

wtorek, 28 stycznia 2020

Marcin Jamiołkowski, Order

Już jakiś czas temu, opisywałem tutaj całkiem fajne polskie urban fantasy - Okup Krwi, autorstwa wcześniej kompletnie mi nieznanego pana Marcina Jamiołkowskiego.
Wtedy, jakoś tak się stało, że kupiłem tylko jeden tom, na dodatek dość cienki. Także, po przeczytaniu, nie od razu sięgnąłem po następną część. Jednak, po tym, jak już w tym roku zauważyłem wielkie obniżki w księgarni Madbooks (księgarnia wydawnictwa Genius Creations, także jak ktoś chce wesprzeć wydających tam autorów, polecam kupować tam), od razu dokupiłem resztę. Co już jest pewną rekomendacją.

Także, jak ktoś nie czytał jeszcze Okupu Krwi, to polecam nadrobić (w razie wątpliwości służę moją notką wyżej). W tej recenzji będę się starał nie zdradzać z fabuły więcej, niż można się dowiedzieć, czytając opis z tyłu okładki. Jednak, jeśli komuś bardzo to przeszkadza, polecam najpierw zapoznać się z tomem pierwszym.

Jeśli chodzi o pierwsze rzeczy, pierwszym faktem, jaki odnotowałem było zdziwienie, gdy dostałem w swoje łapska ten cały Order. Był bowiem, może nie bardzo, ale jednak grubszy od poprzedniego. Nieco się przestraszyłem, że pan Jamiołkowski, którego poprzednio doceniłem za treściwość (w jego powieści nie było ani zbytnich niedopowiedzeń ani wodolejstwa) mógł pójść w nieco inną stronę. Na szczęście,moje obawy były na wyrost - było po prostu o czym pisać, a wodolejstwa jak nie było, tak nie ma.

sobota, 2 listopada 2019

Krzysztof Piskorski, Zadra

Pana Krzysztofa Piskorskiego, każdemu zainteresowanemu jakoś bardziej
fantastyką, przedstawiać nie trzeba. W skrócie - jeden z lepszych polskich pisarzy fantasy. Niestety, pisze mało, ostatnio w ogóle zawiesił działalność pisarską. Cóż, szkoda, ale pozostało nam przeczytać to, co już zdążył wydać.
Ja go znałem z bardzo dobrego Cieniorytu, ale długo nie mogłem się zabrać za bardzo chwaloną Zadrę. Mimo, że kupiłem chyba z rok temu. W końcu jednak, udało się, także zapraszam na kilka słów od siebie.

Na wstępie od razu powiem, że steampunku nie lubię. Przede wszystkim dlatego, że wiele wprowadzanych tam rozwiązań, nie ma racji bytu w normalnym świecie. Poziom bezsensu, za mocno mnie uderza, bym mógł się skupić na lekturze.
Są jednak wyjątki. Ot, chociażby Wilcza Godzina, autorstwa Litwina Tapinasa. Też w wielu aspektach, to się nie trzyma kupy, ale w miarę przyjemne czytadło -  jak nie oczekujecie zbyt wiele, to daje radę.
Pierwszy tom pana Marka Hoddera, o przygodach sir Richarda Burtona i Algernona Swinburne'a jest nawet lepszy. Oczywiście, znam dzieła znacznie wyższej jakości, ale ma swój urok.
Do tego, jak widać, nielicznego grona wyjątków, dołącza powieść pana Piskorskiego. Czyli, jak ktoś się zastanawia, czy warto tę książkę przeczytać, a nie chce mu się czytać dalej, odpowiadam - warto. Bardziej dociekliwych zapraszam do kontynuowania ;).

Zacznijmy od tego, że nie jest to typowy steampunk. Bo o ile wiem, zazwyczaj w tym gatunku, technologia oparta na sile pary, rozkwitła jeszcze bardziej, niż w historii, ,,nieco" zmieniając oblicze naszej cywilizacji.
Natomiast, w świecie, opisanym na kartach Zadry, francuski uczony, Adam Morthiene, odkrył tajemniczą substancję, zwaną etherem. Ten ether, dziwnie przypomina plazmę - w tym sensie, że reaguje dość widowiskowo w kontakcie ze zwykłą materią, ale jak najbardziej daje się manipulować za pomocą pól magnetycznych.

środa, 16 października 2019

Marcin Jamiołkowski, Okup Krwi

Nieco wydobrzałem po wyjeździe, także może czas, by przerwać impas i wrzucić jakąś notkę.
Na początek może coś krótkiego, czyli kilka wrażeń po pierwszej części, pięciotomowego cyklu, pióra polskiego pisarza - Marcina Jamiołkowskiego.
Przyznam, że pana Jamiołkowskiego nie kojarzyłem zupełnie. Mam w ogóle wrażenie, że to dość niszowa literatura, ale może przesadzam. Zapewne w stanie ignorancji bym trwał jeszcze przez całe lata, gdyby nie to, że cały cykl, zachwalała Moreni.
Zatem postanowiłem sprawdzić i zrelacjonować, co z tego sprawdzania wynikło.

Zacznijmy może od zarysu fabuły, by się zorientować, o czym w zasadzie jest ta książka. Otóż, głównym bohaterem, jest pan Herbert Kruk. Mieszka w Podkowie Leśnej pod Warszawą, gdzie zajmuje się krawiectwem.
Jednak, poza obracaniem igłą, jest też magiem. Może nie najlepszym, ale całkiem niezłym. Mieszka poza Warszawą, bo w samej Warszawie, magia nie działa albo działa w sposób kompletnie wypaczony.

wtorek, 9 lipca 2019

Andrzej Trepka, Król tasmańskich stepów

Czy ktoś kojarzy takie nazwisko, jak Andrzej Trepka? Zapewne, większość
czytelników, urodzonych już dawno po czasach PRL, nie za bardzo.
A szkoda, bo tenże pan, był wziętym pisarzem science-fiction. Przy tym, jednym z nielicznych, którzy rzeczywiście nauką się interesowali, udzielał się między innymi w periodykach o tematyce astronautycznej.
Niestety, pisarz zmarł równo dekadę temu. Oprócz całkiem niezłych, powieści science-fiction, zostawił po sobie niemało książek popularnonaukowych. W tym, tyczących się przyrody i jej ochrony.
Dzisiaj o jednej z nich, którą czytałem dość dawno, bo jeszcze w liceum. Jak wspominałem w raporcie, teraz mam ją na własność. Nie żałuję, bo choć to staroć, wydany jeszcze w roku 1982, pozostaje zaskakująco aktualny.
Zatem, pora na notkę o niej, zwłaszcza, że Moreni była tą książką zainteresowana :P.