W minionych miesiącach, przypomniałem sobie Dziewięciu Książąt Amberu - czytałem lata temu, jeszcze chyba na początku liceum. Prawdę mówiąc, nie za wiele pamiętałem. Pamiętałem o czym była i że mi się podobało, ale AŻ tak bardzo w pamięć mi nie zapadła. Chyba musiałem znacząco nie docenić.
Teraz jednak nadrobiłem i okazało się, że straciłem niemało. Na początku może drobna uwaga techniczna. Kroniki Amberu to jeden z najbardziej znanych cykli śp. Rogera Zelaznego, znanego amerykańskiego twórcy fantastyki (zaklinał się, że pisze tylko sci-fi, ale moim zdaniem, wiele jego książek to fantasy - zresztą bardzo dobre).
Kroniki składają się z dziesięciu tomów, pierwszym jest właśnie Dziewięciu Książąt Amberu. W zasadzie jednak, dzielą się na dwie części, każda po pięć tomów. Dlatego tutaj omawiam właśnie Kroniki Amberu I (zwane też Kronikami Corwina), czyli właśnie tą pierwszą część.
Takie recenzowanie, tym bardziej ma sens, że trzy ostatnie, polskie wydania całych Kronik,ukazały się w formie dwóch omnibusów. Jeśli więc kogoś zachęcę do przeczytania tych książek, najpewniej sięgnie właśnie tylko po jedną książkę :P.
