Jednak, bazując na opisie, spodziewałem się najwyżej miłego czytadła. W sumie się nie pomyliłem, ale autor miał lepsze pomysły, niż mi się zdawało.
Akcja tej powieści rozgrywa się w siódmym wieku. Wówczas to, Herakliusz, egzarcha Kartaginy, pokonał uzurpatora Fokasa i sam zasiadł na tronie Cesarstwa Wschodniorzymskiego. Musiał jednak zmierzyć się z Persją, której król - Chosroes, był przyjacielem obalonego ongiś przez Fokasa, cesarza Maurycjusza. Wystąpił w roli jego mściciela, napadając na Cesarstwo. Herakliusz stawił mu opór i odniósł zwycięstwo. Niestety Bizancjum, osłabione tą wojną, nie miało już sił, by odeprzeć późniejsze najazdy Arabów.
Tyle historia. W świecie Cienia Araratu, Herakliusz również obalił Fokasa i panuje w Konstantynopolu. Właśnie toczy się wojna z Persją, Bizancjum nękają również najazdy Awarów. Na Zachodzie, wciąż jednak istnieje Cesarstwo Zachodnie, rządzone przez Galena Atreusa. Cesarz Zachodu, przychodzi z pomocą Wschodowi, nękanemu przez najazdy Awarów i razem planują uderzyć na państwo Sasanidów. Zatem, mamy do czynienia z czymś w rodzaju historii alternatywnej.
"Czymś w rodzaju", bo nie brak w tej książce elementów przynależnych fantasy. Bowiem Imperium Romanum opiera się na sile legionów oraz cesarskich taumaturgów. Czyli po prostu magów, potężnymi siłami magicznymi dysponuje również król Chosroes.