nieraz, ale naprawdę rzadko popularnonaukową, która jednak wymaga pewnego skupienia. A już naprawdę rzadko, bym w zasadzie od razu, zasiadł do pisania recenzji.
Autora, pana Łukasza Łamżę, znałem już wcześniej. Nie osobiście, ale jako tłumacza paru cenionych przeze mnie książek (chociażby Mody, wiary i fantazji sir Rogera Penrose'a). Wydał także kilka swoich własnych. Osobiście kojarzę tylko Przekrój przez Wszechświat, którego nie czytałem, ale podobno niezły. Jeśli się nie mylę, to czytywałem jego artykuły w Wiedzy i Życiu. Także, skojarzenia z autorem miałem raczej pozytywne. Mimo, że jest członkiem redakcji Tygodnika Powszechnego. Czyli gazety, za którą, delikatnie mówiąc, nie przepadam.
Generalnie, po lekturze tej książki, najnowszej w dorobku autora, mój pozytywny odbiór jego osoby, tylko się potwierdził. Zatem, co w zasadzie znajdziemy w tej książeczce?
Nie przez przypadek piszę o "książeczce", bo łącznie z bibliografią i spisem treści, dzieło to liczy sobie 223 strony. Niezbyt dużo, zważywszy na to, że zakres omawianych tam tematów, jest dosyć szeroki. Na samo obszerne omówienie tematyki Wielkiej Lechii, pan Artur Wójcik, przeznaczył więcej miejsca. Dlatego, w zasadzie, jest to bardziej swego rodzaju "bryk", będący ewentualną bazą do dalszych dociekań, niż jakieś bardzo szczegółowe omówienie tematu. Zresztą, widać tu chyba dziennikarskie doświadczenie autora - najważniejsze treści przedstawione są w bardzo zwięzły sposób, nie sposób się pogubić w jakichś bardzo skomplikowanych wywodach.
