Jak przyznałem w ostatnim
raporcie, długo średnio mnie ciągnęło do twórczości Konrada Lewandowskiego, zwanego też Przewodasem. Nie potrafię wskazać konkretnego powodu, chociaż potrafiłbym podać kilka pomniejszych. Przede wszystkim, nie byłem pewien pisarstwa autora. Jak niektórzy pewnie wiedzą, Przewodas to postać dość barwna (mówiąc dość oględnie). Mimo, że nie darzę go jakąś specjalną niechęcią, zastanawiałem się, na ile dobrze pisze. Poza tym, nierzadko zdarza mi się podchodzić z pewnym dystansem do polskiej literatury współczesnej. Nie z jakiejś specjalnej ojkofobii, bo cieszą mnie nasze, dobre polskie książki (jak chociażby twórczość Feliksa Kresa), ale własnej oceny wielu pozycji z nurtu polskiej fantastyki. Przekonał mnie jednak Paweł z Seczytam, swoją pochlebną opinią na temat
Narzeczonej z Kociewia tegoż autora. Postanowiłem zatem sprawdzić, co też Przewodas
ma do zaproponowania.
Zdecydowałem się zacząć do Bursztynowego Królestwa, pierwszego tomu tak zwanej Trylogii Dalekowschodniej. Jest to powieść historyczna (mam pewne trudności z klasyfikacją, ale o tym zaraz). Wybrałem z tego względu, że generalnie tematykę dalekowschodnią lubię i byłem ciekaw, co Lewandowski stworzył w tym klimacie.
Za chwilę napiszę nieco szerzej, ale na razie powiem tylko, że przeczytałem tę książkę, dwie następne części (Afgański Zeus oraz Bohaterowie się odradzają) jak również powieść Czarna Wierzba (tom pierwszy trylogii Diabłu ogarek). W kolejce czeka Narzeczona z Kociewia, Złota Kaczka i kontynuacja Czarnej Wierzby. Jak widać, uznałem, że Lewandowskiego czytać warto. Jeśli kroś chce lepszego uzasadnienia, to zapraszam do dalszej części notki.