czwartek, 2 grudnia 2021

H. P. Lovecraft i dwie damy

 

Taki nietypowy tytuł, bo ta notka dotyczy dwóch książek. Howarda Phillipsa Lovecrafta, oczywiście przedstawiać miłośnikom szeroko pojętej fantastyki nie trzeba. Nawet, jeśli ktoś nie czytał nic jego autorstwa, to na pewno coś niecoś o tym dżentelmenie słyszał.

Nie każdy jednak wie, że Lovecraft, poza tworzeniem swoich utworów, często współpracował z innymi autorami. Poprawiał na zlecenie, czasem w zasadzie pisał od nowa, bazując na czyimś planie ramowym. Nieraz również pisał dane opowiadanie na zmianę z innym autorem. Te opowiadania tworzone w kolaboracji z kimś innym, często również prezentują bardzo wysoki poziom. Jedno zaliczyłbym nawet do swojego TOP 10 najlepszych opowiadań Amerykanina.

W tej notce chciałbym krótko polecić dwa tomy takich opowiadań, tworzonych we współpracy z kimś innym. Oba cienkie, wyszły u nas nakładem wydawnictwa C&T. O ile mi wiadomo, nie zostały uwzględnione w żadnym ze zbiorów Lovecrafta, które wydał Vesper. Mam wrażenie, że te wydania od Vesperu są najbardziej popularne wśród polskich czytelników tego pisarza (czemu się nie dziwię), więc wydaje mi się, że tym bardziej warto sięgnąć poza nie.

niedziela, 28 listopada 2021

Marion Zimmer Bradley, Rozbitkowie na Darkoverze

I wydanie (1996)

Przygodę z Darkoverem czas zacząć... Wielki cyklon o planecie historii planety Darkover, jest chyba
najbardziej znanym dziełem Marion Zimmer Bradley, zaraz po Mgłach Avalonu. Ja nie ukrywam, że twórczość pani Bradley lubię i cenię, zatem pozwoliłem sobie na pewien kredyt zaufania i zebrałem wszystko, co o Darkoverze wydano w języku polskim, zanim zabrałem się za czytanie.

Po lekturze jednej z tych książek, jestem pod bardzo pozytywnym wrażeniem. Jeśli  kolejne tomy wypadną na podobnym poziomie, zapewne zacznę kupować resztę z nich w języku angielskim. W skrócie, zdecydowanie polecam, natomiast po szczegóły tradycyjnie zapraszam do reszty notki.

Jeszcze tylko kilka słów wyjaśnienia. Każdy, kto zobaczy ilość książek, które o Darkoverze napisano (zarówno tych autorstwa samej Bradley, jak i fanów Darkoveru, wydawanych zresztą za błogosławieństwem samej autorki), może być zniechęcony. Zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi, zwyczajnie nie ma ochoty zabierać się za kolejny monstrualny cykl, na dodatek nawet w połowie niedostępny po polsku. Jednak, spokojnie, wszystko zostało tak pomyślane, że w zasadzie, można czytać każdą część osobno. Oczywiście, wszystko składa się w jedną całość, ale znajomość innych części nie jest potrzebna do czytania jakiejkolwiek z nich.

Ja postanowiłem zacząć od samego początku, jeśli chodzi o chronologię opowieści o Darkoverze. Wbrew zaleceniom samej autorki, która polecała raczej czytać całość w kolejności publikacji, by lepiej pojąć jak jej samej układały się w głowie dzieje tego świata, ale czytanie w porządku chronologicznym też moim zdaniem powinno przejść.

niedziela, 7 listopada 2021

Raport książkowy #11 (wrzesień-październik)

 

Początek nowego miesiąca, więc zgodnie z zasadami, które sobie wyznaczyłem, wypadło, że odpowiedni moment, by zaprezentować nowe nabytki. Przybyło 11 pozycji historycznych, 3 książki popularnonaukowe, 11 powieści innych (w tym 6 historycznych) oraz 31 z dziedziny fantastyki. Razem 56 książek. Zacznę może od innych, niż fantastyka.

piątek, 5 listopada 2021

Michio Kaku, Fizyka rzeczy niemożliwych. Fazery, pola siłowe, teleportacja i podróże w czasie

 

Jak doczytacie do połowy, to zrozumiecie czemu wybrałem taki obrazek.
W tym wpisie o książce, która od dawien dawna, wywoływała u mnie pewne zainteresowanie, połączone jednak z dużą dawką sceptycyzmu wobec treści. Nigdy jednak nie przeczytałem całości, gdyż dysponowałem tylko formą elektroniczną, zaledwie przejrzałem te najbardziej interesujące mnie rozdziały. Dopiero w tym roku, nadrobiłem, kupując wznowienie i zapoznając się dokładnie z całością. Wszelkie cytaty, czy numery stron, odnoszą się zatem do tego najnowszego polskiego wydania [1].

Na wstępie, muszę powiedzieć, że mimo wszystko, byłem miło zaskoczony. Przyznam się, że spodziewałem się czegoś gorszego, także miło było się pomylić. Niestety, potwierdziły się także mankamenty, o jakie uprzednio tę publikację podejrzewałem.

Na wstępie, muszę powiedzieć, że nie zamierzam bynajmniej deprecjonować roboty autora. Podziwiam wykonaną pracę, gdyż książka ta dotyczy tak wielu dziedzin fizyki i innych nauk, że aby napisać coś sensownego, trzeba było zebrać niemało materiałów i odbyć wiele rozmów z bardziej obeznanymi w danych tematach ludźmi. W podziękowaniach Kaku wymienia m.in. Stevena Weinberga, Carla Sagana, Leonarda Susskinda, Jareda Diamonda i wielu innych. Z tego powodu, ta notka nie pretenduje do miana całościowej recenzji. O treści wielu rozdziałów, mam za mało rozeznania, by się jakoś tam szerzej wypowiedzieć. O niektórych, jednak wydaje mi się, że mogę naskrobać coś więcej, zatem tak też czynię. Jeszcze tak słowem wyjaśnienia, gdyby ktoś miał mi zacząć pisać, że pisał to jakiś malkontent i głównie skupia się na wadach tejże publikacji. Patrząc chociażby na opinie o Fizyce rzeczy niemożliwych na Lubimy Czytać, śmiem twierdzić, że głosy krytyczne wobec tej książki są zdecydowanie słabo reprezentowane. Także, więcej będzie o wadach, niż o zaletach.

Jeśli komuś nie chciałoby się czytać całości, to powiem tylko, że mimo wszystko, oceniam tę książkę nieźle. Nie polecałbym jednak nikomu, kto nie ma jakiegokolwiek pojęcia o fizyce, chociażby na poziomie oczytanego amatora. Kto jednak coś tam w życiu o fizyce sensownego przeczytał, niech śmiało czyta, zapewne wielkiej krzywdy na umyśle nie dozna.

niedziela, 31 października 2021

Robert Graves; Ja, Klaudiusz

 Od dawien dawna się zbierałem do przeczytania tejże książki.
Uchodzi, razem ze swoją kontynuacją (Klaudiusz i Messalina), za jedną z lepszych powieści XX wieku (chociażby wedle rankingu Time z 2005 roku). Długo potrwało, zanim w końcu zasiadłem do lektury. Muszę stwierdzić, że zdecydowanie było warto i polecam każdemu.

Jak można się domyślić po nazwie, książka traktuje o perypetiach Klaudiusza, czwartego cesarza Rzymu. Autor zastosował narrację pierwszoosobową. Powieść jest pisana w formie swego rodzaju pamiętnika, w którym Klaudiusz opowiada swoją historię, opisując przy okazji panowanie Oktawiana Augusta, Tyberiusza i Kaliguli.  Na wstępie, wprost zapowiada czytelnikowi, że będzie mówił w tej opowieści całą prawdę, co jest jego powinnością jako historyka. Wybór, by opowieść o Klaudiuszu przedstawić akurat w takiej formie, był o tyle trafiony, że ten faktycznie historykiem był. Napisał wiele dzieł, w tym właśnie swoją biografię, niestety jednak, nie przetrwały one do naszych czasów

Zapewne każdy, kto nieco w życiu przeczytał, przyzna, że taka forma pisania jest ryzykowna i można zepsuć całkiem dobrze pomyślaną książkę. Muszę zatem przyznać Robertowi Gravesowi, że z tego niełatwego zadania, wywiązał się mistrzowsko.

Jego Klaudiusz jest jak żywy, tak samo jak Germanik, Tyberiusz, Oktawian August i wiele innych postaci. Momentami, naprawdę możnaby uwierzyć, że czytamy tłumaczenie prawdziwego tekstu, który wyszedł spod ręki Klaudiusza.

środa, 27 października 2021

William Hope Hodgson, Szalupy z "Glen Carrig"

Wydawnictwo C&T
Jedyne polskie wydanie
W swoim słynnym eseju pt. Nadprzyrodzona groza w literaturze H.P. Lovecraft, z wielką estymą wyraża się o pisarstwie Williama Hope Hodgsona. Ponieważ bardzo cenię zdanie Samotnika z Providence, postanowiłem się zapoznać z jego twórczością. Konkretnie, z jego powieściowym debiutem, Szalupami z "Glen Carrig"

Hodgson, był bardzo ciekawą osobistością. Jako młody człowiek, spędził sporo czasu na morzu, co później odbiło się na jego twórczości literackiej. Wcześniej publikował krótkie utwory, ale Szalupy ukazały się dopiero, gdy Hodgson miał lat trzydzieści. Zebrały sporo pozytywnych recenzji, a kariera literacka Anglika nabrała pędu. Niestety, dziesięć lat później, zakończył swoje życie w bitwie pod Ypres.

Jak wspomniałem wyżej, Hodgson niejednokrotnie wykorzystywał w swojej twórczości motywy marynistyczne. Czytając tę książkę, widać zresztą, że autor znał się na żegludze. Nie zanudza nadmiarem szczegółów technicznych, ale ewidentnie pisała to osoba, która niegdyś postawiła nogę na pokładzie statku.

Jest to, rzecz jasna spory atut tejże powieści. Dzięki temu, można znacznie lepiej wczuć się w niesamowity klimat, jaki chce oddać autor. Muszę powiedzieć, że mimo wieku, książka wciąż się broni. Może nie spadłem z fotela przy czytaniu, ale jest na tyle w porządku, że chętnie zapoznam się z bardziej dojrzałymi powieściami Hodgsona.

wtorek, 26 października 2021

Konrad T. Lewandowski, Bursztynowe Królestwo

 Jak przyznałem w ostatnim raporcie, długo średnio mnie ciągnęło do twórczości Konrada Lewandowskiego, zwanego też Przewodasem. Nie potrafię wskazać konkretnego powodu, chociaż potrafiłbym podać kilka pomniejszych. Przede wszystkim, nie byłem pewien pisarstwa autora. Jak niektórzy pewnie wiedzą, Przewodas to postać dość barwna (mówiąc dość oględnie). Mimo, że nie darzę go jakąś specjalną niechęcią, zastanawiałem się, na ile dobrze pisze. Poza tym, nierzadko zdarza mi się podchodzić z pewnym dystansem do polskiej literatury współczesnej. Nie z jakiejś specjalnej ojkofobii, bo cieszą mnie nasze, dobre polskie książki (jak chociażby twórczość Feliksa Kresa), ale własnej oceny wielu pozycji z nurtu polskiej fantastyki. Przekonał mnie jednak Paweł z Seczytam, swoją pochlebną opinią na temat Narzeczonej z Kociewia tegoż autora. Postanowiłem zatem sprawdzić, co też Przewodas ma do zaproponowania.

Zdecydowałem się zacząć do Bursztynowego Królestwa, pierwszego tomu tak zwanej Trylogii Dalekowschodniej. Jest to powieść historyczna (mam pewne trudności z klasyfikacją, ale o tym zaraz). Wybrałem z tego względu, że generalnie tematykę dalekowschodnią lubię i byłem ciekaw, co Lewandowski stworzył w tym klimacie.

Za chwilę napiszę nieco szerzej, ale na razie powiem tylko, że przeczytałem tę książkę, dwie następne części (Afgański Zeus oraz Bohaterowie się odradzają) jak również powieść Czarna Wierzba (tom pierwszy trylogii Diabłu ogarek). W kolejce czeka Narzeczona z Kociewia, Złota Kaczka i kontynuacja Czarnej Wierzby. Jak widać, uznałem, że Lewandowskiego czytać warto. Jeśli kroś chce lepszego uzasadnienia, to zapraszam do dalszej części notki.