poniedziałek, 11 stycznia 2021

Raport książkowy #9 (listopad-grudzień)

 Trochę późno, ale lepiej późno, niż wcale. Jutro wrzucę ze dwa posty podsumowujące rok ubiegły. Jest lepiej, niż myślałem - jak na siebie nie czytałem dużo, ale i tak nie najgorzej. Tymczasem, ostatnie zakupy z roku ubiegłego.

Na te Święta, raczej książkowych prezentów było mało, ale sam siebie obdarowałem (głównie w listopadzie). Zatem, już przechodzę do rzeczy.

Przybyły łącznie jakoś 34 książki, o ile czegoś nie przeoczyłem, co jest oczywiście możliwe. Większość fantastyka, raczej starsza, niż nowsza. Poza tym, siedem pozycji popularnonaukowych i kilka spoza tej kategorii.

Fantastykę podzieliłem sobie na dwa stosy, bo jeden groził przewróceniem. Zacznę zatem od pierwszego.

piątek, 18 grudnia 2020

Rob DeSalle, David Lindley, Jak zbudować dinozaura. Czyli nauka w Jurassic Park

 Nie spodziewałem się, że tak szybko ten wpis tu będzie. Ale okazało się, że zamówiona książka jest ciekawsza, niż myślałem. A nie dość, że ciekawa, to dość cienka (razem ze skorowidzem jakieś 198 stron), więc przeczytałem naprawdę szybko. Zatem wrzucam też szybko, bo wydaje mi się, że warto.

Przede wszystkim, muszę powiedzieć, że jestem zaskoczony. Przede wszystkim, dlatego, że chociaż Prószyński wydał tę książkę jeszcze w 1999 roku, zasadniczo nie zestarzała się znacząco. Postaram się wskazać tych parę punktów, gdzie informacje są nieaktualne, ale wydaje mi się, że jest ich stosunkowo mało. Druga sprawa, która mnie zaskoczyła nawet bardziej, to fakt, że autorzy nie stwierdzają kategorycznie, że wskrzeszenie dinozaurów metodami inżynierii genetycznej jest niemożliwe. "Zaledwie" niezwykle mało prawdopodobne i niesie za sobą olbrzymie trudności, najpewniej nie do przeskoczenia.

Autorzy znają się na rzeczy. Rob DeSalle, jest genetykiem, jako pierwszy wyizolował fragment DNA przechowywany w bursztynie. David Lindley, z kolei jest fizykiem, wówczas, naczelnym Science. Zapewne odpowiadał za stronę matematyczną książki. W każdym razie, współpraca tej dwójki zapewne układała się całkiem dobrze - całość jest spójna i jasno napisana.

czwartek, 17 grudnia 2020

Michael Crichton, Kula

Ostatnio wrzucałem coś o Crichtonie, więc idąc dalej tym tropem, tym razem o jednym z moich nowszych (jeszcze październikowych nabytków), też jego autorstwa. Kula, mimo, że również doczekała się ekranizacji, nie zyskała statusu tak kultowego dzieła, jak Park Jurajski. Nie jestem pewien dlaczego, bo osobiście, oceniam jednak tę, mniej znaną książkę wyżej. Na pewno powiedziałbym, że zapoznać się warto, o ile lubicie dające do myślenia science-fiction, które trzyma w mocnym napięciu praktycznie cały czas. Od razu zastrzegam, że owego filmu (ekranizacja bodajże w 1997) nie widziałem, ale słyszałem, że słaby. Książka jednak całkiem niezła, więc jak ktoś ciekaw, dlaczego mówię, że warto, to zapraszam.

Główny bohater jest psychologiem, specjalizującym się przede wszystkim w pomocy ofiarom katastrof. Jednak, dawno temu, jeszcze jako młody, początkujący naukowiec, zajmował się pewnym tajnym projektem, finansowanym przez wojsko. Opracowywał scenariusz reakcji, podczas potencjalnego kontaktu z inteligencją pozaziemską. Nawet skompletował odpowiedni do tego zadania zespół. Oczywiście, jak przystało na trzeźwo myślącego człowieka, prawie zapomniał o owym dziwacznym projekcie. Wtem jednak, upomina się o niego Marynarka Wojenna USA.

środa, 16 grudnia 2020

Michael Crichton, Park Jurajski, CK #3 (maj-czerwiec)

Miałem w ramach swojego wyzwania do czytania klasyki, w tych miesiącach przeczytać Ziemię Jałową, T.S. Eliota. Jednak, recenzji tutaj nie będzie, z paru względów. Przede wszystkim dlatego, że tematyka tego utworu nie jest prosta, a na dodatek, jest to poezja -  nie czuję się na siłach, by opisać swoje wrażenia szerzej. Nie mówię, że nie warto przeczytać - polecam. Dodam chyba jako dodatek do podsumowania całego wyzwania. Ale czerwcu przeczytałem też inną książkę, zgoła innego rodzaju, którą też można uznać za coś w rodzaju klasyki. Więc teraz, po pół roku, wrzucam :D.

Zbierałem się kilka lat, by w ogóle przeczytać cokolwiek od Michaela Crichtona, w tym słynny Park Jurajski. Film widziałem już dość dawno, więc byłem ciekaw książki i wiedziałem, że raczej nie będę jej ciągle porównywał z filmem. Cóż, muszę powiedzieć, że nawet mi się podobało, choć to jeden z tych nielicznych przypadków, kiedy ekranizacja wiele nie ustępuje literackiemu pierwowzorowi.

środa, 9 grudnia 2020

James Trefil i Michael Summers, Wyobrażone życie. Wyprawa na egzoplanety w poszukiwaniu inteligentnych istot pozaziemskich, stworzeń lodu i zwierząt supergrawitacyjnych

 No dobra... Jako, że powiedziałem w ostatnim raporcie, że wrzucę po lekturze parę swoich uwag odnośnie książki Wyobrażone życie, to zgodnie z obietnicą, wrzucam. Być może nieco szybko, ale już podczas lektury, zaczęła we mnie narastać chęć naskrobania czegoś na temat tej publikacji. A że mam teraz chwilę, to niech będzie.

Przede wszystkim, muszę powiedzieć, że byłem bardzo miło zaskoczony, gdy dowiedziałem się, że Copernicus Center Press, ma wydać to dzieło. Nie spotyka się wiele książek na temat samego istnienia życia pozaziemskiego, nie mówiąc już o spekulacjach, jak mogłoby ono się rozwijać. A już w szczególności na polskim rynku.

Zatem, z entuzjazmem nabyłem tę książkę, a gdy nareszcie przybyła, szybko zacząłem czytać. Niestety, w miarę czytania, ten entuzjazm nieco osłabł. By wyjaśnić dlaczego, może najpierw zajmę się zawartością Wyobrażonego życia.

wtorek, 8 grudnia 2020

Raport książkowy #8 (wrzesień-październik)

 

Z góry przepraszam za jakość zdjęć. Niestety, w listopadzie nie wrzuciłem tego posta, a niedawno schrzanił mi się telefon. Był jaki był, ale robił niezłe zdjęcia we wnętrzach. Także poradziłem sobie, jak mogłem, ale uprzedzam, że może być słabo widać.

Na szczęście, ten post długi nie będzie, bo i zakupy zbyt obszerne w minionych miesiącach nie były. W samym listopadzie przebiłem wrzesień i październik razem wzięte, a jeszcze dochodzą zakupy z grudnia (a i pewnie będą nowe). W każdym razie, przybyło 12 nowych pozycji.

Większość to fantastyka i to starsza, zaledwie pięć nowych pozycji z innych dziedzin. Zacznijmy może od nich.

G. G. Kay, Tigana

Przeczytałem sobie jeszcze raz Tiganę, po tym jak w końcu mam własny egzemplarz (i to z ulubionego wydania Maga). Ci, co już trochę tego blogaska czytają, wiedzą, że bardzo sobie twórczość Guya Gavriela Kaya cenię. Zatem, cóż, nie mogłem przepuścić okazji, by zareklamować ją dodatkowo. Zwłaszcza, że Tigana jest książką wybijającą się nawet w dorobku Kaya (chociaż, moim zdaniem nieznacznie).

Jak to w twórczości Kaya bywa i tym razem, całe uniwersum, zostało oparte na realiach renesansowych Włoch. Nawet geografia Dłoni, wielkiego półwyspu, na którym rozgrywają się wszystkie wydarzenia, do złudzenia przypomina Półwysep Apeniński. Nie jestem specjalistą od dziejów Italii, więc pewnie nie wychwyciłem wielu nawiązań historycznych. Tym niemniej... Tak jak w renesansowych Włoszech, tak i na dłoni, istniało wiele księstw, zwalczających się nawzajem.