wtorek, 19 listopada 2019

Raport książkowy #4 (wrzesień - październik)


Pewnie ktoś się zastanawiał (wiem, że są jednak ludzie, którzy tego bloga czytają), czy w ogóle żyje. Otóż, tak, żyję, jak najbardziej, tylko, co to za życie...
Tak na poważniej, to poza tym, że rozmaite sprawy życiowe, nieco obciążają mi moją chorą łepetynę, jakoś się zebrać nie mogę, by coś tutaj wrzucić. Parę wpisów sobie wisi i czeka na dokończenie (kilka recenzji i ze dwa teksty inne), a ja się do tego zebrać nie mogę. A trochę czytałem od ostatniej notki, byłoby o czym napisać. Także, postanowiłem, że chociaż wrzucę ten raport. Może kogoś zainspiruje, by coś kupić, a  mi pozwoli się przełamać. Już nie wspominając o tym, że kolejne zamówienie w realizacji, niedługo wszystko zaczęłoby mi się mieszać.

sobota, 2 listopada 2019

Krzysztof Piskorski, Zadra

Pana Krzysztofa Piskorskiego, każdemu zainteresowanemu jakoś bardziej
fantastyką, przedstawiać nie trzeba. W skrócie - jeden z lepszych polskich pisarzy fantasy. Niestety, pisze mało, ostatnio w ogóle zawiesił działalność pisarską. Cóż, szkoda, ale pozostało nam przeczytać to, co już zdążył wydać.
Ja go znałem z bardzo dobrego Cieniorytu, ale długo nie mogłem się zabrać za bardzo chwaloną Zadrę. Mimo, że kupiłem chyba z rok temu. W końcu jednak, udało się, także zapraszam na kilka słów od siebie.

Na wstępie od razu powiem, że steampunku nie lubię. Przede wszystkim dlatego, że wiele wprowadzanych tam rozwiązań, nie ma racji bytu w normalnym świecie. Poziom bezsensu, za mocno mnie uderza, bym mógł się skupić na lekturze.
Są jednak wyjątki. Ot, chociażby Wilcza Godzina, autorstwa Litwina Tapinasa. Też w wielu aspektach, to się nie trzyma kupy, ale w miarę przyjemne czytadło -  jak nie oczekujecie zbyt wiele, to daje radę.
Pierwszy tom pana Marka Hoddera, o przygodach sir Richarda Burtona i Algernona Swinburne'a jest nawet lepszy. Oczywiście, znam dzieła znacznie wyższej jakości, ale ma swój urok.
Do tego, jak widać, nielicznego grona wyjątków, dołącza powieść pana Piskorskiego. Czyli, jak ktoś się zastanawia, czy warto tę książkę przeczytać, a nie chce mu się czytać dalej, odpowiadam - warto. Bardziej dociekliwych zapraszam do kontynuowania ;).

Zacznijmy od tego, że nie jest to typowy steampunk. Bo o ile wiem, zazwyczaj w tym gatunku, technologia oparta na sile pary, rozkwitła jeszcze bardziej, niż w historii, ,,nieco" zmieniając oblicze naszej cywilizacji.
Natomiast, w świecie, opisanym na kartach Zadry, francuski uczony, Adam Morthiene, odkrył tajemniczą substancję, zwaną etherem. Ten ether, dziwnie przypomina plazmę - w tym sensie, że reaguje dość widowiskowo w kontakcie ze zwykłą materią, ale jak najbardziej daje się manipulować za pomocą pól magnetycznych.

środa, 16 października 2019

Marcin Jamiołkowski, Okup Krwi

Nieco wydobrzałem po wyjeździe, także może czas, by przerwać impas i wrzucić jakąś notkę.
Na początek może coś krótkiego, czyli kilka wrażeń po pierwszej części, pięciotomowego cyklu, pióra polskiego pisarza - Marcina Jamiołkowskiego.
Przyznam, że pana Jamiołkowskiego nie kojarzyłem zupełnie. Mam w ogóle wrażenie, że to dość niszowa literatura, ale może przesadzam. Zapewne w stanie ignorancji bym trwał jeszcze przez całe lata, gdyby nie to, że cały cykl, zachwalała Moreni.
Zatem postanowiłem sprawdzić i zrelacjonować, co z tego sprawdzania wynikło.

Zacznijmy może od zarysu fabuły, by się zorientować, o czym w zasadzie jest ta książka. Otóż, głównym bohaterem, jest pan Herbert Kruk. Mieszka w Podkowie Leśnej pod Warszawą, gdzie zajmuje się krawiectwem.
Jednak, poza obracaniem igłą, jest też magiem. Może nie najlepszym, ale całkiem niezłym. Mieszka poza Warszawą, bo w samej Warszawie, magia nie działa albo działa w sposób kompletnie wypaczony.

czwartek, 5 września 2019

Raport książkowy #3 (lipiec-sierpień)


Podczas tego lata, nie kupiłem za wiele książek, prawie jak nie ja:D. Ale wyznaczyłem sobie zasadę, że będę wrzucał te raporty co dwa miesiące, by trudniej było się pogubić. Zamierzam się tego trzymać, zwłaszcza, że już widzę, że wrześniowe zakupy będą niemałe ;).
Tym razem stosy w zasadzie tylko dwa, fantastyka i książki inne. Czytałem co prawda trochę naukowych w te wakacje, ale zakupów w zasadzie nie było, używałem literatury z neta albo biblioteki. We wrześniu zamierzam nadrobić :P.
Zatem, zacznijmy może od fantastyki.

piątek, 30 sierpnia 2019

David Dalin, Mit Papieża Hitlera

Generalnie, historia II wojny światowej, nigdy nie była czymś, co mnie specjalnie
interesowało. Czasem jednak, lubię coś poczytać również i z tej działki.
Szczególnie interesowała mnie z tego okresu, postawa Piusa XII, jak i w ogóle Kościoła Katolickiego, względem nazistowskiego reżimu, czy Holokaustu. Głównie z tego względu, że można się spotkać z nader rozbieżnymi opiniami, względem tego, jak to w zasadzie wyglądało, jak papież ma być oceniany. Przeczytałem dość, by dojść do wniosku, że większość tych oskarżeń, raczej nie ma racji bytu. Jeśli ktoś jest ciekaw, o co dokładnie chodzi, to można posłuchać chociażby tej audycji. Tylko ostrzegam - zwłaszcza po tej lekturze, widać, że jest to materiał pełen przekłamań i bzdur.
Zwłaszcza słynna pod tym względem jest książka Johna Cornwella, pod wymownym tytułem Papież Hitlera (autor zresztą, w późniejszej książce, odwołał większość swoich zarzutów, ale te zaczęły żyć własnym życiem). Nie tylko zresztą ona, powstało nieco pozycji, które Piusowi XII imputują antysemityzm, czy sympatie pronazistowskie.

Pozycje, które były odpowiedzią na te ataki, były przez media głównego nurtu (przynajmniej w USA) pomijane. Zresztą, w większości pisali je katolicy, poniekąd może i słusznie oburzeni oszczerstwami względem zmarłego papieża, ale w związku z tym, można domniemywać, że mogły nie być zbyt obiektywne.
Dlatego, wahałem się, czy sięgać po te książki. Dopóki nie natrafiłem na omawianą dzisiaj, pana Davida Dalina.
Ten człowiek, jest Żydem, ba, na dodatek konserwatywnym rabinem. Poza tym, to, na ile jestem w stanie ocenić, szanowany historyk judaizmu. Wykładał między innymi na Brandeis University i ma w dorobku niemało publikacji. Dlatego, uznałem, że spokojnie można sięgnąć po tę książkę.
Cóż, nie zawiodłem się, myślę, że było warto. Jednak, po kolei.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Ian R. MacLeod, Czerwony Śnieg

Słyszałem już jakiś czas temu o tym autorze.
 O samej książce, nie za dużo. Mignęła mi gdzieś, co prawda, w spisie książek z Uczty Wyobraźni od Maga, ale nic poza tym. Do czasu recenzji Łukasza, która mnie bardzo zaciekawiła.
Stwierdziłem, że bardzo chciałbym dostać tę książkę, jednak, zgodnie z ostrzeżeniem autora recenzji, okazało się, że jest to niemal całkowicie niemożliwe. Wszędzie, w żadnym sklepie nie mieli tej pozycji na stanie, jedynie e-booki. A jednak, jestem pod tym względem jestem dość staroświecki i nie uśmiecha mi się płacenie za jakiś plik. Mam płacić za coś, co nawet do ręki nie mogę wziąć? Kpina :P.
Także przygotowałem się na długie polowanie na różnych serwisach aukcyjnych. Jednak, los się do mnie uśmiechnął. Musiałem skoczyć do Świata Książki, by kupić koledze kartkę na wesele. Przy okazji, zajrzałem na półki i zauważyłem ten tytuł, który jakimś cudem się uchował. Nie wybrzydzałem zatem i od razu go kupiłem.
Cóż, po wszystkim mogę stwierdzić, że było warto. Nie jest to jednak lekka książka, o czym niżej.

wtorek, 20 sierpnia 2019

Brandon Sanderson, Do gwiazd

Ta powieść miała się tu pojawić już w zeszły piątek. Niestety, nie zdążyłem skończyć
recenzji przed wyjazdem, zatem wrzucam teraz.

Pana Brandona Sandersona, znam i cenię jako twórcę fantasy. Ma naprawdę oryginalne pomysły i pisze całkiem nieźle. Dlatego, gdy moja koleżanka po blogu, Głodna Wyobraźnia, obwieściła, że w Polsce ma zostać wydana powieść Amerykanina, ale tym razem z gatunku science-fiction, od razu stwierdziłem, że chce ją przeczytać.
Już zdążyłem się naciąć na inną próbę eksploracji tego działu literatury przez niezłego pisarza fantasy, mianowicie pana Stevena Eriksona.  Bałem się, czy Amerykanin, również nie zrąbał, tak jak Kanadyjczyk.
Na wstępie stwierdzam - nie. Natomiast szerzej poniżej.