Przeczytałem sobie jeszcze raz Tiganę, po tym jak w końcu mam własny egzemplarz (i to z ulubionego wydania Maga). Ci, co już trochę tego blogaska czytają, wiedzą, że bardzo sobie twórczość Guya Gavriela Kaya cenię. Zatem, cóż, nie mogłem przepuścić okazji, by zareklamować ją dodatkowo. Zwłaszcza, że Tigana jest książką wybijającą się nawet w dorobku Kaya (chociaż, moim zdaniem nieznacznie).
Jak to w twórczości Kaya bywa i tym razem, całe uniwersum, zostało oparte na realiach renesansowych Włoch. Nawet geografia Dłoni, wielkiego półwyspu, na którym rozgrywają się wszystkie wydarzenia, do złudzenia przypomina Półwysep Apeniński. Nie jestem specjalistą od dziejów Italii, więc pewnie nie wychwyciłem wielu nawiązań historycznych. Tym niemniej... Tak jak w renesansowych Włoszech, tak i na dłoni, istniało wiele księstw, zwalczających się nawzajem.


