Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kanadyjskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kanadyjskie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 grudnia 2020

G. G. Kay, Tigana

Przeczytałem sobie jeszcze raz Tiganę, po tym jak w końcu mam własny egzemplarz (i to z ulubionego wydania Maga). Ci, co już trochę tego blogaska czytają, wiedzą, że bardzo sobie twórczość Guya Gavriela Kaya cenię. Zatem, cóż, nie mogłem przepuścić okazji, by zareklamować ją dodatkowo. Zwłaszcza, że Tigana jest książką wybijającą się nawet w dorobku Kaya (chociaż, moim zdaniem nieznacznie).

Jak to w twórczości Kaya bywa i tym razem, całe uniwersum, zostało oparte na realiach renesansowych Włoch. Nawet geografia Dłoni, wielkiego półwyspu, na którym rozgrywają się wszystkie wydarzenia, do złudzenia przypomina Półwysep Apeniński. Nie jestem specjalistą od dziejów Italii, więc pewnie nie wychwyciłem wielu nawiązań historycznych. Tym niemniej... Tak jak w renesansowych Włoszech, tak i na dłoni, istniało wiele księstw, zwalczających się nawzajem.

sobota, 21 marca 2020

G.G. Kay, Lwy Al-Rassanu

Już przy okazji recenzowania Ysabel, nie omieszkałem wspomnieć, że bardzo
cenię twórczość Guya Gavriela Kaya.
W zasadzie, muszę powiedzieć, że gdybym miał zrobić jakiś ranking żyjących pisarzy (tych mi znanych oczywiście), to właśnie pana Kaya postawiłbym na pierwszym miejscu. Tak, dobrze się zrozumieliśmy, pisarzy w ogóle, nie tylko twórców literatury fantastycznej.
Lektura już nieco wiekowych Lwów Al-Rassanu, tylko ten osąd potwierdziła. Dlatego, muszę lojalnie ostrzec, że nie będę zbyt obiektywny, bo do całej twórczości pana Kaya mam olbrzymi sentyment.

Zacznijmy może od tego, że opis na okładce wprowadza w błąd. Możliwe, że podszedłbym do tej książki z większymi podejrzeniami, gdyby nie autor, bo opis na okładce brzmi tak:
Akcja powieści rozgrywa się w realiach jedenastowiecznej Europy, w epoce u schyłku imperium muzułmańskiego.

Fikcyjny Al-Rassan to pełna uwodzicielskiego piękna kraina, targana przemocą i konfliktami. Pokój między chrześcijanami, muzułmanami i żydami jest trudno osiągalny i niepewny.
Opis jest nieco dłuższy, ale to już wystarczy, by się zastanowić. Z jednej strony, mamy "realia jedenastowiecznej Europy" z drugiej, "fikcyjny Al-Rassan". Co jest u licha, można zapytać. Mamy tam jeszcze jedno przekłamanie, ale o tym zaraz.

niedziela, 26 maja 2019

Steven Ericsson, Cena Szczęścia

Pana Stevena Eriksona poznałem jakiś czas temu, jako całkiem niezłego autora fantasy. Przeczytałem tylko część pierwszą Malazańskiej Księgi Poległych (Ogrody Księżyca) i chociaż zachwycony nie byłem, to nie byłem też zły, że w ogóle po to sięgnąłem.
Tragedia to nie była, mimo, że daleko mi do zachwytów, jakie niektórzy wznoszą nad jego twórczością.
Wrażenia były jednak całkiem pozytywne, a słyszałem, że po pierwszym, nad wyraz chaotycznym tomie tej sagi, jest lepiej. Kiedyś (mam nadzieję, że w tym roku) nadrobię.
Dlatego, gdy zobaczyłem, że ten kanadyjski autor, napisał powieść science-fiction, opowiadającą o pierwszym kontakcie, od razu chciałem to dorwać. Byłem bardzo ciekaw, jak ten całkiem dobry autor fantasy, poradzi sobie w konwencji fantastyki naukowej.
Niestety, muszę powiedzieć, że Cenie Szczęścia, uwidaczniają się największe wady, które tak psuły mi przyjemność, płynącą z lektury Ogrodów Księżyca. Poza tym doszły dodatkowe zgrzyty - ten pan ewidentnie średnio sobie radzi ze science-fiction.
Tyle słowem wstępu, teraz chciałbym przedstawić szerzej, co dokładnie mi tam nie podeszło.