środa, 12 lutego 2020

G.K. Chesterton, Człowiek, który był czwartkiem

Rzadko miewam tak, że w zasadzie, nie wiem, jak daną rzecz ocenić. Ani w
zasadzie, co właściwie na koniec się stało. Nie mówię, że ta książka mi się nie podobała - wręcz przeciwnie, momentami naprawdę przednio się bawiłem.

Może krótko o autorze, bo niektórzy, jak się nie tak dawno zorientowałem, nie kojarzą tej postaci (mimo studiowania anglistyki). Otóż, pan Gilbert Keith Chesterton, był brytyjskim pisarzem, żyjącym na przełomie XIX i XX wieku. Twórczość tego gentlemana, do dzisiaj jest dość regularnie wznawiana, także to świadczy o jakości.
Chesterton, zapisał się w pamięci potomnych, głównie poprzez swoje eseje. Najbardziej chyba znane dzieła tego Anglika, to Heretycy - w którym to krytykował licznych filozofów z początku XX wieku. Niejako w odpowiedzi na głosy krytyków, którzy zarzucali autorowi, że atakuje "heretyków", a sam nie definiuje swoich poglądów, Chesterton napisał Ortodoksję. Dzisiaj, uznaje się ją za jedną z najlepszych książek, opisujących światopogląd chrześcijański. Zresztą, autor w nieco ponad dekadę po wydaniu Ortodoksji, wywołał na Wyspach nielichy skandal - dokonał konwersji na katolicyzm.
Zatem, w dużej mierze słusznie, jest kojarzony jako autor książek dla konserw (chociaż podobno i przeciwnicy Kościoła doceniali nieraz kwiecistość języka i polot z jakim Anglik bronił swoich poglądów).
Ja jednak, postanowiłem zapoznać się z normalną, prozatorską twórczością tego pisarza. Myślę, że było warto.

Czytamy Klasykę - edycja 2019 i 2020


Jak już wspominałem z okazji podsumowania roku 2019, niestety, nie udało mi się zrealizować wyzwania Czytamy Klasykę 2019. Nie uważam, że kompletnie dałem ciała - bo mimo wszystko, sięgnąłem po tytuły, których normalnie zapewne bym nie ruszył (no, może bym się zebrał, ale byłoby ciężko).  Jednakże, chciałem czytać jedną książkę na dwa miesiące - muszę powiedzieć, że nie dałem rady.

Niestety, Kirima z Mi się czytanie podoba, która organizowała to wspaniałe wyzwanie, zamilkła. Mam wciąż nadzieję, że ten blog odżyje. Jednakże, na ten moment, niestety, zostałem poniekąd sam na placu boju. Cóż, przypnę ten post z boku - jeśli ktoś chce, może się przyłączyć. Bardzo zachęcam, bo uważam, że warto czytać klasyki. Nie tylko głównego nurtu, również kryminałów, czy fantasy. Znacznie lepiej docenimy inną literaturę, gdy będziemy mieli właściwą perspektywę. No i, warto nadmienić, że niejednokrotnie książki zaliczane do klasyki literatury, są naprawdę dobre. Mam wrażenie, że niejednokrotnie sporo tracimy, gdy zamiast czytać te "ramotki", maniakalnie polujemy na nowości.

No, ale dobrze, przedstawię krótko, co mi się udało przeczytać w ramach tego wyzwania w roku 2019.

poniedziałek, 3 lutego 2020

Łukasz Łamża, Światy równoległe. Czego uczą nas płaskoziemcy, homeopaci i różdżkarze

Niezbyt często się zdarza, że przeczytam daną książkę w jeden wieczór. No dobra,
nieraz, ale naprawdę rzadko popularnonaukową, która jednak wymaga pewnego skupienia. A już naprawdę rzadko, bym w zasadzie od razu, zasiadł do pisania recenzji.

Autora, pana Łukasza Łamżę, znałem już wcześniej. Nie osobiście, ale jako tłumacza paru cenionych przeze mnie książek (chociażby Mody, wiary i fantazji sir Rogera Penrose'a). Wydał także kilka swoich własnych. Osobiście kojarzę tylko Przekrój przez Wszechświat, którego nie czytałem, ale podobno niezły. Jeśli się nie mylę, to czytywałem jego artykuły w Wiedzy i Życiu. Także, skojarzenia z autorem miałem raczej pozytywne. Mimo, że jest członkiem redakcji Tygodnika Powszechnego. Czyli gazety, za którą, delikatnie mówiąc, nie przepadam.

Generalnie, po lekturze tej książki, najnowszej w dorobku autora, mój pozytywny odbiór jego osoby, tylko się potwierdził. Zatem, co w zasadzie znajdziemy w tej książeczce?

Nie przez przypadek piszę o "książeczce", bo łącznie z bibliografią i spisem treści, dzieło to liczy sobie 223 strony. Niezbyt dużo, zważywszy na to, że zakres omawianych tam tematów, jest dosyć szeroki. Na samo obszerne omówienie tematyki Wielkiej Lechii, pan Artur Wójcik, przeznaczył więcej miejsca. Dlatego, w zasadzie, jest to bardziej swego rodzaju "bryk", będący ewentualną bazą do dalszych dociekań, niż jakieś bardzo szczegółowe omówienie tematu. Zresztą, widać tu chyba dziennikarskie doświadczenie autora - najważniejsze treści przedstawione są w bardzo zwięzły sposób, nie sposób się pogubić w jakichś bardzo skomplikowanych wywodach.

sobota, 1 lutego 2020

Raport książkowy #5 (Listopad-Grudzień)


Już luty przyszedł, a ja nadal nie wrzuciłem raportu z końca roku 2019. Zastanawiałem się nawet, czy to robić, bo za wiele tam nie ma, ale w sumie, niech będzie. Skoro przyjąłem sobie zasadę, że publikuję, co dwa miesiące, to już jej się trzymam. Niestety, za wiele czasu minęło i mogło mi się coś pomieszać. Jeśli tak, to trudno. Teraz zapisuję przeczytane i zakupione pozycje, także będzie łatwiej.
Zatem, nie przedłużając, tradycyjnie zacznijmy od fantastyki.

czwartek, 30 stycznia 2020

Karina Bonowicz, Księżyc jest pierwszym umarłym

Eh, tyle do nadrobienia z końca roku ubiegłego, a tu kolejne tytuły z tego do
opisania. Szczerze mówiąc, bardzo mi się nie chciało pisać tego akurat tekstu. Jednak, po namyśle, stwierdziłem, że warto jednak spróbować sklecić parę zdań na ten temat. Borze szumiący, jak ona mnie wymęczyła...

Na początku, nie byłem pewien, czy zabierać się za pierwszy tom serii, pod wdzięcznym tytułem, Gdzie diabeł mówi dobranoc, nieznanej mi za bardzo wcześniej, pani Kariny Bonowicz. Jednak, po namyśle, zdecydowałem, że może zaryzykuje.

Przeważył fakt, że autorka osadziła akcję swojej powieści na Podkarpaciu. A muszę się przyznać, że mam spory sentyment do tego rejonu Polski. Pierwszy raz, pojechałem tam (konkretnie w Beskid Niski) jak miałem jakoś siedemnaście lat. I byłem absolutnie zachwycony. Pozostałościami dawnych wiosek, starymi kościołami i cerkwiami, lasem, nieraz tak gęstym, że całkowicie zarastał i tak niewyraźny szlak... Ściana wschodnia, naprawdę ma w sobie sporo magii. Dlatego, uznałem, że chętnie spróbuję, jak wyszło przedstawienie niewątpliwych uroków Podkarpacia. Cóż, pod tym względem wyszło, co najwyżej średnio. A pod tym innymi?

wtorek, 28 stycznia 2020

Marcin Jamiołkowski, Order

Już jakiś czas temu, opisywałem tutaj całkiem fajne polskie urban fantasy - Okup Krwi, autorstwa wcześniej kompletnie mi nieznanego pana Marcina Jamiołkowskiego.
Wtedy, jakoś tak się stało, że kupiłem tylko jeden tom, na dodatek dość cienki. Także, po przeczytaniu, nie od razu sięgnąłem po następną część. Jednak, po tym, jak już w tym roku zauważyłem wielkie obniżki w księgarni Madbooks (księgarnia wydawnictwa Genius Creations, także jak ktoś chce wesprzeć wydających tam autorów, polecam kupować tam), od razu dokupiłem resztę. Co już jest pewną rekomendacją.

Także, jak ktoś nie czytał jeszcze Okupu Krwi, to polecam nadrobić (w razie wątpliwości służę moją notką wyżej). W tej recenzji będę się starał nie zdradzać z fabuły więcej, niż można się dowiedzieć, czytając opis z tyłu okładki. Jednak, jeśli komuś bardzo to przeszkadza, polecam najpierw zapoznać się z tomem pierwszym.

Jeśli chodzi o pierwsze rzeczy, pierwszym faktem, jaki odnotowałem było zdziwienie, gdy dostałem w swoje łapska ten cały Order. Był bowiem, może nie bardzo, ale jednak grubszy od poprzedniego. Nieco się przestraszyłem, że pan Jamiołkowski, którego poprzednio doceniłem za treściwość (w jego powieści nie było ani zbytnich niedopowiedzeń ani wodolejstwa) mógł pójść w nieco inną stronę. Na szczęście,moje obawy były na wyrost - było po prostu o czym pisać, a wodolejstwa jak nie było, tak nie ma.

środa, 15 stycznia 2020

Jean Raspail, Oczy Ireny

Dziwna jest ta książka. O ile pisałem już wcześniej o książkach pana Jeana Raspaila (Pierścień Rybaka oraz Sire, którego recenzję w końcu muszę wrzucić), to nie przygotowały mnie one na coś takiego. Poprzednie bardzo mi się podobały, ta mniej. Jednak, nie żałuję przeczytania i podtrzymuje to, co napisałem w zestawieniu hitów i kitów roku 2019 - pan Raspail to moje odkrycie roku minionego.
W poprzednich, miałem do czynienia z czymś znacznie bardziej, z braku lepszego słowa, podniosłym. Tematyka była może nie zupełnie inna, bo pewien charakterystyczny dla pana Raspaila rys znajdziemy i w tej historii, ale jednocześnie jest to coś znacząco odmiennego.

Zatem, nie przedłużając... Głównym bohaterem, jest Fryderyk Pons, Francuz, żyjący w Prowansji i na dodatek będący pisarzem. Pons, nie może sobie poradzić z napisaniem swojej najnowszej powieści, nieraz życie go po prostu przytłacza. Nie pomaga w tym również fakt, że jest starym rozwodnikiem, który oczywiście rzucił swoją żonę na rzecz jakiejś młodej siksy. Która oczywiście też go potem rzuciła.
Pons, dostaje jednak list od Salwatora, swojego przyjaciela z czasów młodości. Od przyjaciela, z którym widywał się sporadycznie, od kiedy tenże Salwator, trzydzieści lat temu wstąpił w szeregi zakonu benedyktynów. Ojciec Salwator, z tajemniczego powodu, opuścił swój klasztor, wciąż pozostając mnichem. Zamieszkał w opuszczonej latarni morskiej Ar-Men, położonej u smaganych wiatrem brzegów Bretanii. Stamtąd napisał do Fryderyka, chcąc, by ten odwiedził go w tej osobliwej samotni.