Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brytyjskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brytyjskie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 maja 2023

Brian Lumley, Nekroskop

 Muszę powiedzieć, że mam pewien problem z napisaniem tej notki. Głównie dlatego, że dużo łatwiej pisać mi o czymś, co mi się nie podobało, a nie o czymś, co bardzo przypadło do gustu.

Bo czy można połączyć w sensowną całość wojny wywiadów w czasie zimnej wojny, wampiry, rozmawianie ze zmarłymi i wiele więcej? Brian Lumley pokazuje, że można, jak najbardziej. Trafiłem na tę pozycję podczas przeglądania kanonu fantasy, ułożonego przez Pawła Miłosza z bloga Se czytam. Zasadniczo, przede wszystkim chciałbym zapoznać się z kanonem fantasy Sapkowskiego, ale bardzo cenię opinie Pawła, stąd nieraz zerkałem na jego listę w poszukiwaniu następnych lektur. Tak było i tym razem.

Dodatkowo, szczęśliwie się złożyło, że wydawnictwo Vis-a-vis Etiuda, które jakiś czas temu wydało cały cykl Lumleya, postanowiło go wznowić, więc mogłem dostać nową książkę, a nie szukać gdzieś tam w drugim obiegu.

Może krótkie wprowadzenie... Książka Nekroskop, jest pierwszym tomem cyklu o tej samej nazwie. Cyklu obszernego, liczącego sobie 18 tomów. Jeśli miałbym opisać pokrótce swoje wrażenia po pierwszej części, to powiedziałbym, że za rekomendację wystarczy fakt, że zamówiłem sobie część następną, która dogodnym zbiegiem okoliczności, ponownie jest w sprzedaży. Strzelam, że te końcowe tomy nie dorównują pierwszemu, ale jeśli są choćby w połowie tak dobre, jak ten, to już coś.

Dobrze, zatem teraz, jeśli zachęciłem, postaram się szerzej powiedzieć, czemu tak bardzo powieść ta mi się spodobała.

niedziela, 27 listopada 2022

Arthur C. Clarke, Koniec dzieciństwa

Jestem w miarę obeznany z pisarstwem sir Arthura Clarke'a. Przeczytałem całą Odyseję KosmicznąFontanny Raju, Imperialną Ziemię, Spotkanie z Ramą i jakiś zbiór opowiadań. Zasadniczo lubię i cenię, mimo, że niejednokrotnie nie zgadzałem się z przekazywanymi wartościami. Mogę powiedzieć, że jestem obeznany z twórczością tegoż autora, a i tak byłem zaskoczony treścią tej książki. Są motywy, które przewijają się w całej twórczości Clarke'a, jednakże tego się nie spodziewałem.

Clarke'a chciałem zawsze przeczytać wszystko, więc jak tylko dowiedziałem się, że Rebis wydał wznowienie Końca Dzieciństwa, jednej z jego bardziej znanych powieści, to wiedziałem, że prędzej czy później kupię. Cóż mogę powiedzieć... Jeśli cenicie ambitne science-fiction, to z całą pewnością wam się spodoba. Co nie znaczy, że nie miałem pewnych zastrzeżeń. Powiedziałbym wręcz, że to najsłabsza z książek pana Clarke'a. jakie czytałem. Co nie znaczy, że zła, nadal zachęcam do przeczytania. Kto jest ciekaw szczegółów, tego zachęcam do dalszej lektury.

Historia zaczyna się w ten sposób, że pewnym momencie, nad wszystkimi ważniejszymi miastami Ziemi pojawiają się wielkie statki kosmiczne. Kosmici kontaktują się z Ziemianami przez sekretarza generalnego ONZ, który przekazuje im ichnie rozkazy do wykonania. Oczywiście, za rozkazami czeka kij. Jedno z państw wystrzeliwuje pociski atomowe w stronę jednego ze statków Obcych, jednakże nigdy nie docierają one do celu.

sobota, 27 sierpnia 2022

Robert Holdstock, Las Ożywionego mitu

 Nieraz bywa tak, że coś, co od dawna chcemy przeczytać, po przeczytaniu, nie dotasta jednak do
oczekiwanego poziomu. Na szczęście, tym razem chciałbym krótko napisać o przypadku wręcz odwrotnym.

Mianowicie, Las Ożywionego Mitu Holdstocka, chodził mi po głowie od dawna. Nic dziwnego - wliczany do różnych kanonów fantasy, w tym chyba najbardziej znanego Sapkowskiego, był czymś co fan gatunku w zasadzie powinien przeczytać. Na dodatek, opis fabuły zdawał mi się bardzo ciekawy sam w sobie. Jednak, niestety, został w Polsce wydany wiele lat temu i chodził po bardzo niekorzystnych cenach z drugiej ręki na rozmaitych portalach aukcyjnych. Aż do tego roku, kiedy to wydawnictwo Terminus zdecydowało się ten tytuł wznowić. Niezwłocznie zamówiłem i zabrałem się do czytania.

Muszę przyznać, że jak rzadko kiedy jestem pod wrażeniem, a nie tylko zadowolony. Jeśli kogoś ciekawi, czemu w zasadzie tak bardzo polecałbym tę pozycję, to zapraszam do dalszej lektury.

czwartek, 28 lipca 2022

Alastair Reynolds, Przestrzeń Objawienia

 Przyznam, że rzadko kiedy byłem pod tak kolosalnym wrażeniem po lekturze jakiejkolwiek książki.
Przestrzeń Objawienia, autorstwa Brytyjczyka Alastaira Reynoldsa, była jedną z tych książek, które chciałem przeczytać od dawna. Zatem, gdy w tym roku wydawnictwo Mag było łaskawe wypuścić wznowienie tegoż dzieła oczywiście zamówiłem. Jest to pierwszy tom cyklu i już na pewno wiem, że sięgnę po następne.

Spodziewałem się czegoś dobrego, bo Reynolds uchodzi za jednego z lepszych autorów science-fiction, którzy wciąż tworzą. Rzeczywiście, jest to piekielnie wręcz dobre hard science-fiction, takie w starym, dobrym stylu. Porusza ważkie kwestie, a rozmach przedstawionego świata wzbudza niezwykły wręcz podziw.

Przechodząc zatem do rzeczy... O czym właściwie jest ta książka?

Główny wątek opowiada dzieje doktora Dana Sylveste'a, archeologa penetrującego planetę Resurgam. Rzecz dzieje się rzecz jasna w odległej przyszłości, ludzkość skolonizowała już sporo odległych globów. Resurgam jest jednym z nich, o tyle wyjątkowym, że natrafiono tam na szczątki dawnej cywilizacji Obcych, ochrzczonych mianem Amarantinów.

niedziela, 31 października 2021

Robert Graves; Ja, Klaudiusz

 Od dawien dawna się zbierałem do przeczytania tejże książki.
Uchodzi, razem ze swoją kontynuacją (Klaudiusz i Messalina), za jedną z lepszych powieści XX wieku (chociażby wedle rankingu Time z 2005 roku). Długo potrwało, zanim w końcu zasiadłem do lektury. Muszę stwierdzić, że zdecydowanie było warto i polecam każdemu.

Jak można się domyślić po nazwie, książka traktuje o perypetiach Klaudiusza, czwartego cesarza Rzymu. Autor zastosował narrację pierwszoosobową. Powieść jest pisana w formie swego rodzaju pamiętnika, w którym Klaudiusz opowiada swoją historię, opisując przy okazji panowanie Oktawiana Augusta, Tyberiusza i Kaliguli.  Na wstępie, wprost zapowiada czytelnikowi, że będzie mówił w tej opowieści całą prawdę, co jest jego powinnością jako historyka. Wybór, by opowieść o Klaudiuszu przedstawić akurat w takiej formie, był o tyle trafiony, że ten faktycznie historykiem był. Napisał wiele dzieł, w tym właśnie swoją biografię, niestety jednak, nie przetrwały one do naszych czasów

Zapewne każdy, kto nieco w życiu przeczytał, przyzna, że taka forma pisania jest ryzykowna i można zepsuć całkiem dobrze pomyślaną książkę. Muszę zatem przyznać Robertowi Gravesowi, że z tego niełatwego zadania, wywiązał się mistrzowsko.

Jego Klaudiusz jest jak żywy, tak samo jak Germanik, Tyberiusz, Oktawian August i wiele innych postaci. Momentami, naprawdę możnaby uwierzyć, że czytamy tłumaczenie prawdziwego tekstu, który wyszedł spod ręki Klaudiusza.

środa, 27 października 2021

William Hope Hodgson, Szalupy z "Glen Carrig"

Wydawnictwo C&T
Jedyne polskie wydanie
W swoim słynnym eseju pt. Nadprzyrodzona groza w literaturze H.P. Lovecraft, z wielką estymą wyraża się o pisarstwie Williama Hope Hodgsona. Ponieważ bardzo cenię zdanie Samotnika z Providence, postanowiłem się zapoznać z jego twórczością. Konkretnie, z jego powieściowym debiutem, Szalupami z "Glen Carrig"

Hodgson, był bardzo ciekawą osobistością. Jako młody człowiek, spędził sporo czasu na morzu, co później odbiło się na jego twórczości literackiej. Wcześniej publikował krótkie utwory, ale Szalupy ukazały się dopiero, gdy Hodgson miał lat trzydzieści. Zebrały sporo pozytywnych recenzji, a kariera literacka Anglika nabrała pędu. Niestety, dziesięć lat później, zakończył swoje życie w bitwie pod Ypres.

Jak wspomniałem wyżej, Hodgson niejednokrotnie wykorzystywał w swojej twórczości motywy marynistyczne. Czytając tę książkę, widać zresztą, że autor znał się na żegludze. Nie zanudza nadmiarem szczegółów technicznych, ale ewidentnie pisała to osoba, która niegdyś postawiła nogę na pokładzie statku.

Jest to, rzecz jasna spory atut tejże powieści. Dzięki temu, można znacznie lepiej wczuć się w niesamowity klimat, jaki chce oddać autor. Muszę powiedzieć, że mimo wieku, książka wciąż się broni. Może nie spadłem z fotela przy czytaniu, ale jest na tyle w porządku, że chętnie zapoznam się z bardziej dojrzałymi powieściami Hodgsona.

czwartek, 23 września 2021

Joseph Delaney, Zemsta Czarownicy

I wydanie polskie (moje)

 Jak wspominałem przy okazji ostatniego raportu, kupiłem tę książkę, głównie dlatego, że o jej istnieniu
przypomniał mi film Seventh Son. Bawiłem się na nim znakomicie, choć niekoniecznie to twórcy mieli na myśli. Polecam, najlepsze komedie często wychodzą w sposób niezamierzony.

Chciałem jednak sprawdzić, na ile, to co tam zobaczyłem było kwestią zbytniej inwencji reżysera, na ile po prostu sama książka dostarczyła materiału, który miał nie do końca zamierzony potencjał humorystyczny. Po lekturze Zemsty Czarownicy, dochodzę do wniosku, że obie hipotezy są w sumie poprawne.

Jednak, po kolei. Zemsta czarownicy, to pierwszy tom Kronik Wardstone, czyli trzynastomowej serii Josepha Delaneya. Film, jak mi się zdaje, jest swoistą kompilacją całości tychże Kronik, ale w dużej mierze bazuje na tomie pierwszym.

Jest to seria przeznaczona dla młodzieży (i to tej młodszej, zdaje mi się koło 12-14 lat). Dlatego zdaje sobie sprawę, że nie do końca jestem w stanie sensownie to ocenić. Ale może spróbuję. Na wstępie, muszę powiedzieć, że tom pierwszy jest całkiem w porządku, jak na ten wiek. Myślę, że swojemu dziecku mógłbym dać bez większych obaw. Mam jednak swoje zastrzeżenia, o czym niżej.

piątek, 4 grudnia 2020

China Mieville, Kraken

Miałem wątpliwości, czy w ogóle o tym tu pisać, bo tejże pozycji nie skończyłem.
Podejmę już w przyszłym roku drugą próbę, ale tym razem nie zdzierżyłem. Jak za kolejnym podejściem mi wyjdzie, to zrobię aktualizację tego wpisu. Chociaż długa raczej nie będzie, bo jednak większość przeczytałem.

Czytając to, nieraz miałem wrażenie, że nie robię tego po raz pierwszy. Potem nawet przypomniałem sobie dlaczego. Otóż, dostrzegam pewne podobieństwo pomiędzy tą pozycją, a Nigdziebądź Neila Gaimana. Żeby nie było, nie jest to złe skojarzenie, lubię twórczość Gaimana. Z tym, że Gaimanowi pewien pomysł wyszedł, a tutaj autor chyba przedobrzył. Ale o tym za chwilę.

Może zatem krótkie wprowadzenie w całą historię. Otóż, głównym bohaterem Krakena, jest niejaki Billy Harrow, kustosz londyńskiego Muzeum Historii Naturalnej. Tenże Harrow, zajmował się przede wszystkim unikatowym okazem kałamarnicy olbrzymiej, zakonserwowanej w formalinie.

Życie toczy mu się zwykłym trybem, gdy nagle... Kałamarnica znika. Po prostu, bez żadnych śladów włamania. Oczywiście, sprawą zajmuje się Policja, ale szybko wychodzi, że nie była to zwykła kradzież.

wtorek, 24 listopada 2020

Michael Scott Rohan, Lodowe Kowadło

Cykl Zima Świata (w sumie to połowa, o czym za chwilę), szkockiego autora, Michaela Scotta Rohana jest jedną z pozycji w kanonie fantasy Sapkowskiego.

Z kanonem pana Sapkowskiego to różnie bywa - są tam prawdziwe perełki, ale są też książki, które trochę dziwią (żeby być uczciwym, nigdy nie trafiłem na prawdziwego gniota, ale czasami nieco dziwi umieszczenie danej pozycji na takiej, jakby nie było, dość prestiżowej liście). W przypadku Zimy Świata, muszę jednak powiedzieć, że takie wyróżnienie, było jak najbardziej słuszne.

Zacznę może jednak od tego, że nie jest to jakaś bardzo nowatorska pozycja. Lodowe Kowadło, jest dość klasycznym fantasy, nawiązującym do sag i mitologii skandynawskiej. Tym niemniej, uważam, że autor stworzył całkiem ciekawy świat. Również fabuła, mimo pewnej przewidywalności, właściwej gatunkowi, nieraz potrafi zaskoczyć. Niejednokrotnie nie spodziewałem się, że coś rozegra się, tak, nie inaczej.

Zacznijmy może od samego świata. Są Krainy Północne i Południowe, hen na zachodzie, olbrzymia puszcza, góry, obfitujące w złoża metalu... Jednak, na północy mamy jeszcze Lód. A właściwie lądolód.

Oparł się na łańcuchu gór na północy, ale każdy zdaje sobie sprawę, że powoli postępuje naprzód. Jest to nie tylko siła natury, ale Potęga. Lód ma osobowość, inne potęgi również i czasami zdarza im się ujawniać.

W tym świecie, na wybrzeża Południowych i Północnych Krain, najeżdżają Ekwesze. Są to barbarzyńcy, z krajów położonych w pobliżu Lodu, zainteresowani głównie rabunkiem. Raczej nie muszę mówić, na kim są wzorowani. Fani dawnej Skandynawii zapewne będą ukontentowani.

wtorek, 27 października 2020

Tak złe, że aż dobre - Guy N. Smith, Noc Krabów

Wiecie, ja generalnie horrorów za bardzo nie czytam (z wyjątkiem powieści gotyckiej, czy Lovecrafta). Tym niemniej czasami mi się zdarza.

Dlatego, gdy składałem zamówienie i zobaczyłem w ofertach sprzedającego książkę niejakiego Guya N. Smitha, postanowiłem sprawdzić, cóż to jest. Tenże Smith, z tego co wiem, uchodzi za swego rodzaju "klasykę" horroru. Także, cóż, stwierdziłem, że może warto przynajmniej zobaczyć, jakie to jest.

Noc krabów, to debiutancka powieść Smitha, wydana w 1974, w Polsce natomiast dopiero w 1991, przez Phantom Press. Potem Smith wydał chyba blisko setki tych swoich powieścideł, odnosząc spory sukces. Cóż, niespecjalnie rozumiem ten fenomen, ale o tym za chwilę.

Może przed właściwym omówieniem, mała dygresja. Są takie filmy, które są tak złe, że aż dobre. I bywa, że bawię się przy nich znakomicie (klasyczny przykład to The Room).

I Noc Krabów jest właśnie takim dziełem, tyle, że w formie książki. W związku z tym, bywa bardziej boleśnie. Zatem, jeżeli ktoś jest ciekaw, to zapraszam do szerszego omówienia.

Nie będzie ono jednak zbyt obszerne, bo w zasadzie, nie ma za wiele do omawiania. 

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Herbert George Wells, Wojna Światów, CK #2 (marzec-kwiecień)

Przyznaję ze wstydem, że twórczość H.G. Wellsa, znałem dotąd raczej pobieżnie.

Stąd też, jeszcze u początków tego roku, postanowiłem sobie, że przeczytam przynajmniej słynną Wojnę Światów - najpewniej pierwszą w historii opowieść o inwazji kosmitów na Ziemię.

Cóż, pan Herbert George Wells to absolutna klasyka science-fiction - raczej przedstawiać nie trzeba. Nawet jeżeli ktoś od niego czegoś nie czytał, to zapewne słyszał. Coś mi się kojarzy, że akurat Wojna Światów, była nawet wspominana na języku polskim.
Ta książka jest tym bardziej znana, że miała doprowadzić do pewnej paniki. Otóż, w roku 1938, gdy Orson Welles zaaranżował czytanie tej powieści w radiu (już wtedy uchodziła za klasykę), to miała wywołać istną panikę wśród tysięcy Amerykanów. Dzisiaj co prawda, podważa się te wydarzenia - tym niemniej, opowieść o nich, na pewno zbudowała tej książce specyficzną legendę.

Także, chociażby ze względu na to, że jest to istotna dla rozwoju gatunku książka, przeczytać ją raczej warto. Miałem jednak pewne wątpliwości, czy dzisiaj już mocno nie "trąci myszką". Jakby nie patrzeć, powstała w końcu przed I wojną światową. Muszę powiedzieć, że miło się zaskoczyłem - przypuszczałem, że zestarzała się znacznie gorzej.

piątek, 14 lutego 2020

Joseph Pearce, C.S. Lewis, a Kościół katolicki

Szukałem książki pana Josepha Pearce'a o Tolkienie (Tolkien: Człowiek i mit), o
której słyszałem, że jest dobra. Nie było to łatwe, ale przy okazji znalazłem taką książkę. Ponieważ była tania, mniej więcej w cenie paczki papierosów, kupiłem. Czy było warto? Cóż, raczej tak.

Tak słowem o autorze: pan Joseph Pearce jest profesorem literatury angielskiej na Ave Maria College, położonym na Florydzie. Przede wszystkim, cenionym znawcą twórczości Tolkiena i pozostałych Inklingów, jak również Chestertona. Widziałem, że również i Shakespeare znajdował się nieraz w centrum jego zainteresowania, bo na jego temat miał niemało artykułów.
To dość ciekawa postać, zważywszy na to, że urodził się w antykatolickiej rodzinie, a w młodości uległ fascynacji ideami neofaszystowskimi. Potem jednak, zdecydowanie zmienił poglądy, przystępując do Kościoła Katolickiego. Piszę o tym, bo to ważne, przy ocenie tej książki.

Natomiast, ja sięgnąłem po tę książkę z dwóch powodów. Po pierwsze, interesują mnie Inklingowie (w szczególności Tolkien), więc raczej nie pogardzę jakąś dobrą pozycją na ten temat. A po drugie, z powodu uczucia zdziwienia, jakiemu niegdyś uległem.
Nie jestem jakimś fanem twórczości C.S. Lewisa. Ma sporo uroku, ale takie nachalne wpychanie komuś chrześcijaństwa (czy jakiegokolwiek innego światopoglądu pisarza), jakie obserwujemy chociażby w Opowieściach z Narnii, rzadko mi się podoba.

środa, 12 lutego 2020

G.K. Chesterton, Człowiek, który był czwartkiem

Rzadko miewam tak, że w zasadzie, nie wiem, jak daną rzecz ocenić. Ani w
zasadzie, co właściwie na koniec się stało. Nie mówię, że ta książka mi się nie podobała - wręcz przeciwnie, momentami naprawdę przednio się bawiłem.

Może krótko o autorze, bo niektórzy, jak się nie tak dawno zorientowałem, nie kojarzą tej postaci (mimo studiowania anglistyki). Otóż, pan Gilbert Keith Chesterton, był brytyjskim pisarzem, żyjącym na przełomie XIX i XX wieku. Twórczość tego gentlemana, do dzisiaj jest dość regularnie wznawiana, także to świadczy o jakości.
Chesterton, zapisał się w pamięci potomnych, głównie poprzez swoje eseje. Najbardziej chyba znane dzieła tego Anglika, to Heretycy - w którym to krytykował licznych filozofów z początku XX wieku. Niejako w odpowiedzi na głosy krytyków, którzy zarzucali autorowi, że atakuje "heretyków", a sam nie definiuje swoich poglądów, Chesterton napisał Ortodoksję. Dzisiaj, uznaje się ją za jedną z najlepszych książek, opisujących światopogląd chrześcijański. Zresztą, autor w nieco ponad dekadę po wydaniu Ortodoksji, wywołał na Wyspach nielichy skandal - dokonał konwersji na katolicyzm.
Zatem, w dużej mierze słusznie, jest kojarzony jako autor książek dla konserw (chociaż podobno i przeciwnicy Kościoła doceniali nieraz kwiecistość języka i polot z jakim Anglik bronił swoich poglądów).
Ja jednak, postanowiłem zapoznać się z normalną, prozatorską twórczością tego pisarza. Myślę, że było warto.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Ian R. MacLeod, Czerwony Śnieg

Słyszałem już jakiś czas temu o tym autorze.
 O samej książce, nie za dużo. Mignęła mi gdzieś, co prawda, w spisie książek z Uczty Wyobraźni od Maga, ale nic poza tym. Do czasu recenzji Łukasza, która mnie bardzo zaciekawiła.
Stwierdziłem, że bardzo chciałbym dostać tę książkę, jednak, zgodnie z ostrzeżeniem autora recenzji, okazało się, że jest to niemal całkowicie niemożliwe. Wszędzie, w żadnym sklepie nie mieli tej pozycji na stanie, jedynie e-booki. A jednak, jestem pod tym względem jestem dość staroświecki i nie uśmiecha mi się płacenie za jakiś plik. Mam płacić za coś, co nawet do ręki nie mogę wziąć? Kpina :P.
Także przygotowałem się na długie polowanie na różnych serwisach aukcyjnych. Jednak, los się do mnie uśmiechnął. Musiałem skoczyć do Świata Książki, by kupić koledze kartkę na wesele. Przy okazji, zajrzałem na półki i zauważyłem ten tytuł, który jakimś cudem się uchował. Nie wybrzydzałem zatem i od razu go kupiłem.
Cóż, po wszystkim mogę stwierdzić, że było warto. Nie jest to jednak lekka książka, o czym niżej.

niedziela, 26 maja 2019

Lian Hearn, Sieć Niebios. Czyli niezła prawie-Japonia


Japonia fascynowała mnie jeszcze od liceum - kiedy przeczytałem Shoguna,
autorstwa niezrównanego Jamesa Clavella. Brytyjczyk doskonale odmalował całą złożoność świata feudalnego Kraju Kwitnącej Wiśni i od tego czasu nieraz zdarzało mi się sięgać po coś w tym klimacie.
Kiedyś nawet japońskiego się uczyłem. Muszę jednak zaznaczyć, że współczesna (poza przyrodą), aż tak wielkiego mojego zaciekawienia nie budzi. Ale o feudalnej prawie zawsze chętnie poczytam.
Jednocześnie, zaznaczam, że znacznie bliższa jest mi Europa i jakimś maniakiem Kraju Wschodzącego Słońca nigdy nie byłem. A już bycia fanem mangi stanowczo imputować mi nie należy. Tym niemniej, sentyment do Japonii feudalnej mam spory.
O co chodzi w tym wstępie? Ano, o to, że kiedy ostatnio byłem na kiermaszu książkowym, rzuciła mi się w oczy, ładna, zielona okładka z samurajskim mieczem na okładce. Oczywiście, sięgnąłem, tytuł wydawał się dość ciekawy. Autorki nie znałem. Cóż, okazało się, że strzeliłem całkiem dobrze.
Sieć Niebios jest piątym i ostatnim tomem cyklu Opowieści Rodu Otori, autorstwa pani Gillian Rubinstein (publikującej pod pseudonimem Lian Hearn). Zarazem jednak, jest to tom pierwszy, ponieważ opisane tam wydarzenia mają miejsce przed resztą cyklu. Nie wiem, czemu nie wydano tego po prostu jako prequel, ale już mniejsza z tym. Ważne było, że można było zacząć  lekturę od tej książki, co też uczyniłem.

czwartek, 16 maja 2019

Ed McDonald, Czarnoskrzydły - Księga I, Znak kruka

Rzadko mam taki problem z oceną danej książki. W tym wypadku jest iście
paskudny - z jednej strony jestem pod pewnym wrażeniem, z drugiej strony, czuję pewien niesmak. Zatem po kolei.
Na książkę pana Edwarda McDonalda trafiłem w dużej mierze dzięki Pawłowi z Seczytam. Co prawda, migała mi ona już gdzieś wcześniej, ale raczej bym jej nie zgarnął, gdyby nie zachęty od Pawła.
Nawiasem mówiąc, wiem, że autor zarówno przedstawia się jak i podpisuje na okładce jako "Ed", ale strasznie nie lubię stosowania takich skrótów w oficjalnym obiegu. Jakoś mi ten "Ed" nie chce przejść przez klawiaturę :P. Strzelam, że autor nie chce być kojarzony ze Zmierzchem.

Zatem, przejdźmy do tego, o czym w zasadzie książka jest, bym mógł porządnie wyjaśnić, co mi w niej nie odpowiada.

wtorek, 14 maja 2019

Sir Walter Scott, The Lady of the Lake - Czytamy klasykę #1

Loch Lomond (ten sam rejon i klimat, co Loch Katrine)
W ramach powrotu, wrzucam kolejny post, mianowicie swoje wrażenia po pierwszej części z wyzwania czytelniczego.
Tę książkę momentami czytało mi się naprawdę ciężko i długo. Mimo wszystko, uważam, że było warto.
Już jakiś czas temu wspominałem, że chciałbym zapoznać się więcej z twórczością sir Waltera Scotta, po wyjątkowo dobrych doświadczeniach z powieścią Ivanhoe.
Zatem, gdy Kirima z Misieczytaniepodoba, ogłosiła wyzwanie czytelnicze "czytamy klasykę", to uznałem, że jest to doskonała okazja, do przeczytania którejś z jego książek.
Wybrałem wariant "klasyk - dwa miesiące". Jak każdy chyba wie, teraz jest maj, więc nieco dawno. Tym niemniej, spełniłem warunki, przeczytałem wybrane książki kiedy trzeba. Tylko wpisów stosownych zabrakło, z racji tego, że na jakiś czas, to w ogóle wpisów zabrakło. Zatem, stwierdziłem, że czas to zaniedbanie nadrobić i wrzucam pierwszą część z wyzwania czytelniczego.
Dobrze, koniec mojego smęcenia, przybliżę dlaczego tak ciężko szło mi czytanie tego wybranego dzieła.

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Nicholas Crane, Clear Waters Rising, A Mountain Walk Across the Europe

Dzisiaj coś nietypowego, mianowicie, o książce Nicholasa Crane'a - Clear Waters
Rising. Jest to książka dotycząca trekkingu, ale dotykająca też znacznie głębszych spraw. Chociażby wytrwałości, trwania przy postanowieniach, mimo przeciwności, radzeniu sobie z tęsknotą za rodziną. Wszystko w obliczu gór, bo o nich właśnie książka Crane'a traktuje. O tej, jak ją określił "ostatniej dziczy Europy".
Każdy, kto chodził dalej, niż do Morskiego Oka, doskonale wie, że góry potrafią być groźne i nie wybaczają błędów. Samotność w ich obliczu, potrafi przerażać. Chociaż, ofiarowuje też bardzo wiele. Niektórzy tego nie zrozumieją.
Zapewne nie zrozumie każdy, kto nie szedł przez cały dzień grzbietem, widząc, jak chmury przewalają się pod stopami. Nie zobaczy jak dobrze smakuje prosty posiłek w namiocie, po całodziennym wysiłku i nie wstanie rano, by zobaczyć, jak słońce rozprasza poranną mgłę.
Tego właśnie tyczy się książka Nicholasa Crane'a - zarówno zachwytu i nie mających sobie równych wrażeń, jak i całej obecnej w górach grozy. Dodatkowo, wzmocnionej długodystansową wędrówką.
Jaką dokładnie, to zaraz wyjaśnimy sobie szczegółowo. Najpierw jednak, warto wspomnieć, kim jest Nicholas Crane. Ten Brytyjczyk, nie jest w końcu specjalnie znany w naszym grajdołku nad Wisłą. Zatem, krótko o autorze.

wtorek, 25 grudnia 2018

Henry Nicholls, Galapagos. Historia naturalna

O książce Henry'ego Nichollsa, wspominałem już raporcie książkowym. Teraz,
chciałbym tutaj szerzej opisać moje wrażenia z lektury tej książki.
Nie jest obszerna, tekst właściwy to w zasadzie dwieście trzydzieści pięć stron (nawet mniej, jeżeli odliczymy wszystkie ilustracje, mapy i schematy). Mimo tej niedużej objętości, może być stawiana na wzór dla wszystkich książek, które stawiają sobie za cel, popularyzowanie nauk przyrodniczych, zwłaszcza ekologii. Dowiedziałem się naprawdę bardzo dużo, a w moim przypadku, wcale nie jest to takie łatwe.
Musicie bowiem wiedzieć, że Las Encantadas (dawna nazwa Galapagos, po hiszpańsku Wyspy Zaczarowane - moim zdaniem najbardziej trafna nazwa opisująca naturę tego archipelagu) interesuję się od wielu lat. Nic dziwnego zresztą, endemiczne ekosystemy wyspiarskie, są jednymi z najbardziej fascynujących na świecie. Zaś Galapagos, nie dość, że szalenie ciekawe i piękne same w sobie, na dodatek jeszcze są miejscem, które rozsławił na cały świat Charles Darwin. Nie dość, że badania prowadzone tam przez młodego brytyjskiego przyrodnika wpłynęły na jego przemyślenia odnośnie zmienności gatunków, wyspy te do dzisiaj pozostają niezwykle cennym terenem dla biologa.

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Christopher Hitchens, Śmiertelność

Miało być na 15 grudnia, ale nie zdążyłem. Miałem pewien problem z tą notką, ale nic w tym dziwnego, bo niełatwo pisać na temat Christophera Hitchensa. Właśnie piętnastego minęło równo siedem lat, od kiedy tej wybitnej osobowości zabrakło między żyjącymi. Także, nieco spóźniony, ale mimo wszystko chciałbym podzielić się wrażeniami z przeczytania ostatniej książki Hitchensa - Śmiertelność, w Polsce wydanej przez wydawnictwo Sonia Draga. Jak również krótko przybliżyć sylwetkę tej postaci, każdemu, komu jakimś cudem umykała lub postrzegał ją w nieco zafałszowany (czy może raczej spłycony) sposób.
Hitchensa wielu poznało, ponieważ w naszym kraju zasłynął jako jeden z Czterech Jeźdźców Apokalipsy - wiodących myślicieli z nurtu tak zwanego Nowego Ateizmu. Razem z nim w tym gronie znaleźli się biolog Richard Dawkins,  neurobiolog Samuel Harris oraz filozof Daniel Dennett.
Nie mogę o sobie powiedzieć, bym zgadzał się ze wszystkim, co głoszą wymienieni panowie, zwłaszcza z Hitchensem. Ponieważ właśnie on, miał najbardziej kontrowersyjne i wyraziste poglądy z całego tego grona.
Jednak Hitchensowi muszę przyznać odwagę i wyrazistość w głoszeniu w swoich niepopularnych przekonań, mimo, że przysparzał sobie wrogów zarówno na prawicy, jak i lewicy. Zatem krótko o autorze.