Pokazywanie postów oznaczonych etykietą groza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą groza. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 maja 2023

Brian Lumley, Nekroskop

 Muszę powiedzieć, że mam pewien problem z napisaniem tej notki. Głównie dlatego, że dużo łatwiej pisać mi o czymś, co mi się nie podobało, a nie o czymś, co bardzo przypadło do gustu.

Bo czy można połączyć w sensowną całość wojny wywiadów w czasie zimnej wojny, wampiry, rozmawianie ze zmarłymi i wiele więcej? Brian Lumley pokazuje, że można, jak najbardziej. Trafiłem na tę pozycję podczas przeglądania kanonu fantasy, ułożonego przez Pawła Miłosza z bloga Se czytam. Zasadniczo, przede wszystkim chciałbym zapoznać się z kanonem fantasy Sapkowskiego, ale bardzo cenię opinie Pawła, stąd nieraz zerkałem na jego listę w poszukiwaniu następnych lektur. Tak było i tym razem.

Dodatkowo, szczęśliwie się złożyło, że wydawnictwo Vis-a-vis Etiuda, które jakiś czas temu wydało cały cykl Lumleya, postanowiło go wznowić, więc mogłem dostać nową książkę, a nie szukać gdzieś tam w drugim obiegu.

Może krótkie wprowadzenie... Książka Nekroskop, jest pierwszym tomem cyklu o tej samej nazwie. Cyklu obszernego, liczącego sobie 18 tomów. Jeśli miałbym opisać pokrótce swoje wrażenia po pierwszej części, to powiedziałbym, że za rekomendację wystarczy fakt, że zamówiłem sobie część następną, która dogodnym zbiegiem okoliczności, ponownie jest w sprzedaży. Strzelam, że te końcowe tomy nie dorównują pierwszemu, ale jeśli są choćby w połowie tak dobre, jak ten, to już coś.

Dobrze, zatem teraz, jeśli zachęciłem, postaram się szerzej powiedzieć, czemu tak bardzo powieść ta mi się spodobała.

niedziela, 22 maja 2022

Miasto w morzu i inne utwory poetyckie, Edgar Allan Poe

 Każdy miłośnik fantastyki słyszał chyba o Edgarze Allanie Poe. Nawet jeżeli sam nie czytał, to coś tam
musiało się obić o uszy. Ten dziewiętnastowieczny amerykański pisarz, mimo, że żył krótko, był w końcu prekursorem kilku gatunków literackich. Gdyby nie nowele Poego o detektywie Dupinie, nie powstałyby opowiadania o Sherlocku Holmesie sir Arthura Conan Doyle'a. Można Poego uznać również za swoistego ojca dark fantasy, czy science-fiction. Osobiście, niestety nie czytałem od Poego tak wiele, jak bym chciał, ale zawsze byłem pod olbrzymim wrażeniem.

W tej notce, chciałbym krótko polecić fenomenalny zbiór wierszy Poego, wydany przez Vesper. Jeśli ktoś lubi Poego, to na pewno zapoznać się powinien, bo w końcu poezja, była bardzo ważną częścią jego twórczości.

Jak pewnie nieco osób kojarzy, Amerykanin swego czasu zasłynął poematem Kruk, cieszącym się popularnością do dzisiaj. Sam Kruka, przeczytałem jeszcze w liceum i był to jeden z tych utworów, które zachęciły mnie do sporadycznego sięgania po poezję, którą wcześniej skutecznie mi obrzydzono. Jednak, aż do czasu, gdy zapoznałem się z tym zbiorem, muszę przyznać, że oprócz wspomnianego poematu z poezji Poego znałem jeszcze tylko Ulalume. Teraz dostrzegam, że dobrych wierszy, miał Poe w swoim dorobku dużo więcej.

środa, 20 kwietnia 2022

Bram Stoker, Klejnot Siedmiu Gwiazd

 Ostatnio męczę się z sensowną recenzją najnowszej książki Rafała Ziemkiewicza, pod tytułem Strollowana Rewolucja. Męczę się, bo jednak chciałbym oddać mu pewną sprawiedliwość - wydaje mi
się, że to stosunkowo wyższy poziom, niż zwykle reprezentuje ten autor w swoich książkach publicystycznych. Są też bzdury, ale właśnie, ciężej się pisze taką stonowaną opinię, a nie zwyczajne jechanie po bredniach, jakie powypisywał autor. Notka będzie, ale uznałem, że zrobię przerwę i przedstawię niedawno przeczytaną powieść z początków wieku XX.

Kiedyś tu wspominałem, że bardzo lubię twórczość Brama Stokera. To autor w większości znany z jednej powieści - Draculi. Moim zdaniem słusznie jest ona uznawana za absolutną klasykę powieści o wampirach (choć wcześniej był np. The Vampire Polidoriego, czy Carmilla Le Fanu). Stoker jednak nie napisał tylko Draculi. W zeszłym roku miałem okazję czytać The Lair of White Worm tegoż autora i oceniam całkiem nieźle. Dlatego, gdy zobaczyłem, że wydawnictwo IX wydało po polsku Klejnot Siedmiu Gwiazd Stokera, to uznałem, że rzecz jasna przeczytać muszę. Warto wspomnieć, że oprócz Draculi, jest to jedyna wydana w Polsce powieść Stokera (wychodziły jeszcze opowiadania).

Jak można się domyślić po wyglądzie okładki, w opowieści dominuje temat starożytnego Egiptu. Przyznam, że po opisie z tyłu książki i wyglądzie umieszczonej na wierzchu grafiki, nie spodziewałem się tego, co dostałem. Oczekiwałem powieści grozy osadzonej w samym Egipcie, swego rodzaju powieściowej wersji genialnego opowiadania Lovecrafta Pod Piramidami. Dostałem coś zgoła innego, ale i tak było warto.

Jeszcze tak słowem wprowadzenia, dodam, że ta książka pierwotnie została ocenzurowana. Wydawca, zasugerował zmianę zakończenia, na bardziej optymistyczne, aby nie przytłoczyć czytelnika. Dodatkowo, Stoker sam dokonał autocenzury, wykreślając niektóre rozważania bohaterów na temat mistyki starożytnego Egiptu, nie chcąc podważać u odbiorców wiary chrześcijańskiej. W naszym, polskim wydaniu, mamy możliwość zapoznania się z obiema wersjami zakończenia, na przywrócono też te fragmenty, wykreślone z inicjatywy samego pisarza. Gdybyście czytali, polecam zapoznanie się z posłowiem Jarosława Jarosińskiego, które szerzej omawia te zmiany w fabule.

czwartek, 2 grudnia 2021

H. P. Lovecraft i dwie damy

 

Taki nietypowy tytuł, bo ta notka dotyczy dwóch książek. Howarda Phillipsa Lovecrafta, oczywiście przedstawiać miłośnikom szeroko pojętej fantastyki nie trzeba. Nawet, jeśli ktoś nie czytał nic jego autorstwa, to na pewno coś niecoś o tym dżentelmenie słyszał.

Nie każdy jednak wie, że Lovecraft, poza tworzeniem swoich utworów, często współpracował z innymi autorami. Poprawiał na zlecenie, czasem w zasadzie pisał od nowa, bazując na czyimś planie ramowym. Nieraz również pisał dane opowiadanie na zmianę z innym autorem. Te opowiadania tworzone w kolaboracji z kimś innym, często również prezentują bardzo wysoki poziom. Jedno zaliczyłbym nawet do swojego TOP 10 najlepszych opowiadań Amerykanina.

W tej notce chciałbym krótko polecić dwa tomy takich opowiadań, tworzonych we współpracy z kimś innym. Oba cienkie, wyszły u nas nakładem wydawnictwa C&T. O ile mi wiadomo, nie zostały uwzględnione w żadnym ze zbiorów Lovecrafta, które wydał Vesper. Mam wrażenie, że te wydania od Vesperu są najbardziej popularne wśród polskich czytelników tego pisarza (czemu się nie dziwię), więc wydaje mi się, że tym bardziej warto sięgnąć poza nie.

środa, 27 października 2021

William Hope Hodgson, Szalupy z "Glen Carrig"

Wydawnictwo C&T
Jedyne polskie wydanie
W swoim słynnym eseju pt. Nadprzyrodzona groza w literaturze H.P. Lovecraft, z wielką estymą wyraża się o pisarstwie Williama Hope Hodgsona. Ponieważ bardzo cenię zdanie Samotnika z Providence, postanowiłem się zapoznać z jego twórczością. Konkretnie, z jego powieściowym debiutem, Szalupami z "Glen Carrig"

Hodgson, był bardzo ciekawą osobistością. Jako młody człowiek, spędził sporo czasu na morzu, co później odbiło się na jego twórczości literackiej. Wcześniej publikował krótkie utwory, ale Szalupy ukazały się dopiero, gdy Hodgson miał lat trzydzieści. Zebrały sporo pozytywnych recenzji, a kariera literacka Anglika nabrała pędu. Niestety, dziesięć lat później, zakończył swoje życie w bitwie pod Ypres.

Jak wspomniałem wyżej, Hodgson niejednokrotnie wykorzystywał w swojej twórczości motywy marynistyczne. Czytając tę książkę, widać zresztą, że autor znał się na żegludze. Nie zanudza nadmiarem szczegółów technicznych, ale ewidentnie pisała to osoba, która niegdyś postawiła nogę na pokładzie statku.

Jest to, rzecz jasna spory atut tejże powieści. Dzięki temu, można znacznie lepiej wczuć się w niesamowity klimat, jaki chce oddać autor. Muszę powiedzieć, że mimo wieku, książka wciąż się broni. Może nie spadłem z fotela przy czytaniu, ale jest na tyle w porządku, że chętnie zapoznam się z bardziej dojrzałymi powieściami Hodgsona.

sobota, 31 lipca 2021

Stefan Grabiński, Cień Bafometa

 Blog umarł. Tym niemniej, uznałem, że jednak zmartwychwstanie. Nowa praca, choróbsko, parę
jeszcze zmian w życiu i wyszło tak, że nic nie wyszło :P. Dlatego, jeżeli ktokolwiek z szanownych czytelników zerknie do tej nowej notki, to tym bardziej będzie mi miło. Co do mnie, to zamierzam wrócić do w miarę regularnego postowania. Jeżeli uda się przez cały nadchodzący miesiąc, utrzymać pewną regularność w postowaniu (i ktoś to nadal będzie czytał), to uruchomię nawet jakieś media społecznościowe.

Tyle jeśli chodzi o nowości. Powrót zaczynam krótką recenzją, jak mi się zdaje, dość zapomnianej powieści grozy z początku XX wieku. Autor, Stefan Grabiński, zwany jest czasem "polskim Lovecraftem". Dlatego, bardzo się zaciekawiłem jego twórczością, z uwagi na to, że darzę wielką estymą pisarstwo "samotnika z Providence". Jak to jednak często bywa z takimi porównaniami, po zderzeniu z rzeczywistością, wychodzi, że są dość przesadne, o czym zaraz.

Zacząłem od tej pozycji z dorobku Grabińskiego, z uwagi na tytułowego Bafometa. Bardzo mnie interesuje historia zakonu templariuszy, więc od razu wyraz "Bafomet" przyciągnął moją uwagę. Niestety, to tytułowego Bafometa w tej książeczce w zasadzie nie ma. Nie dajcie się zwieść, akcja rozgrywa się w czasach współczesnych autorowi, a związki ze średniowieczem są bardzo odległe.

wtorek, 27 października 2020

Tak złe, że aż dobre - Guy N. Smith, Noc Krabów

Wiecie, ja generalnie horrorów za bardzo nie czytam (z wyjątkiem powieści gotyckiej, czy Lovecrafta). Tym niemniej czasami mi się zdarza.

Dlatego, gdy składałem zamówienie i zobaczyłem w ofertach sprzedającego książkę niejakiego Guya N. Smitha, postanowiłem sprawdzić, cóż to jest. Tenże Smith, z tego co wiem, uchodzi za swego rodzaju "klasykę" horroru. Także, cóż, stwierdziłem, że może warto przynajmniej zobaczyć, jakie to jest.

Noc krabów, to debiutancka powieść Smitha, wydana w 1974, w Polsce natomiast dopiero w 1991, przez Phantom Press. Potem Smith wydał chyba blisko setki tych swoich powieścideł, odnosząc spory sukces. Cóż, niespecjalnie rozumiem ten fenomen, ale o tym za chwilę.

Może przed właściwym omówieniem, mała dygresja. Są takie filmy, które są tak złe, że aż dobre. I bywa, że bawię się przy nich znakomicie (klasyczny przykład to The Room).

I Noc Krabów jest właśnie takim dziełem, tyle, że w formie książki. W związku z tym, bywa bardziej boleśnie. Zatem, jeżeli ktoś jest ciekaw, to zapraszam do szerszego omówienia.

Nie będzie ono jednak zbyt obszerne, bo w zasadzie, nie ma za wiele do omawiania.