Nie byłem pewien, czy to wrzucać, ale skoro już wrzuciłem poprzednią część, to i opublikuję tę, mimo, że przeczytane jeszcze w roku ubiegłym.
Co ja mogę powiedzieć - finałowe, bardzo spektakularne zwieńczenie bardzo dobrego cyklu. Nie wybitnego, bo jednak zdarzają się potknięcia, bohaterowie też nie zachwycają (chociaż w tym tomie, nieraz bywa naprawdę nieźle), ale wynagradza bardzo dobrze skonstruowane uniwersum.
Tradycyjnie, ostrzegam, że poniżej będą elementy, które zdradzają fabułę poprzednich części. Niedużo, ale jeśli ktoś nie chce, to może wyjść teraz. I zamiast tego, przeczytać, co mam do powiedzenia na temat pozostałych dwóch części.
Tak przypomnę jeszcze, jak wygląda ten świat. Jest to planeta, gdzie rośliny są brązowe, bo inaczej ciężko im wychwytywać światło. A dzieje się tak, bo położone tam góry, nieustannie wyrzucają z siebie popiół, zasnuwając niebo i wszystko pokrywając grubym nalotem. Niezwykle dużo pracy wymaga zwyczajne obsianie pól i zbiory, nie mówiąc o utrzymywaniu ogrodów.
Natomiast nocą, ulicami miast i na polach, nieustannie kłębi się mgła. Niezwykle gęsta, na pewno nie jest naturalna.
Bardzo niestandardowy jest też system magii. Mag, pozyskuje swoją moc, ze "spalania" odpowiednich metali. Najpotężniejsi, potrafią wykorzystywać wszystkie - zwą ich Zrodzonymi z Mgły.
poniedziałek, 28 września 2020
Brandon Sanderson, Bohater Wieków
środa, 23 września 2020
Roger Zelazny, Kroniki Amberu I
W minionych miesiącach, przypomniałem sobie Dziewięciu Książąt Amberu - czytałem lata temu, jeszcze chyba na początku liceum. Prawdę mówiąc, nie za wiele pamiętałem. Pamiętałem o czym była i że mi się podobało, ale AŻ tak bardzo w pamięć mi nie zapadła. Chyba musiałem znacząco nie docenić.
Teraz jednak nadrobiłem i okazało się, że straciłem niemało. Na początku może drobna uwaga techniczna. Kroniki Amberu to jeden z najbardziej znanych cykli śp. Rogera Zelaznego, znanego amerykańskiego twórcy fantastyki (zaklinał się, że pisze tylko sci-fi, ale moim zdaniem, wiele jego książek to fantasy - zresztą bardzo dobre).
Kroniki składają się z dziesięciu tomów, pierwszym jest właśnie Dziewięciu Książąt Amberu. W zasadzie jednak, dzielą się na dwie części, każda po pięć tomów. Dlatego tutaj omawiam właśnie Kroniki Amberu I (zwane też Kronikami Corwina), czyli właśnie tą pierwszą część.
Takie recenzowanie, tym bardziej ma sens, że trzy ostatnie, polskie wydania całych Kronik,ukazały się w formie dwóch omnibusów. Jeśli więc kogoś zachęcę do przeczytania tych książek, najpewniej sięgnie właśnie tylko po jedną książkę :P.
wtorek, 1 września 2020
David Weber, Schronienie: Rafa Armagedonu - Na Znak Tryumfu (1-9)
Na wiosnę, przeczytałem sobie Na Znak Tryumfu, po raz pierwszy po polsku (wcześniej, nie znudziło mi się czekanie, aż Rebis weźmie się za tłumaczenie, zatem sięgnąłem po oryginał). Przy okazji, przypomniałem sobie poprzednie tomy cyklu Schronienie, którego ta książka jest tomem 9.
Doszedłem do wniosku, że nie ma sensu opisywania tutaj samego Na Znak Tryumfu - kompletnie nic taki wpis nie powie komuś kto nie czytał czegokolwiek z tego cyklu. Ale uznałem, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby zbiorczo opisać tomy 1-9 - tym bardziej, że tworzą swego rodzaju całość. Oczywiście, będzie kontynuacja, ale pewien istotny wątek, został zakończony.
Może najpierw kilka słów o autorze - David Weber jest amerykańskim autorem science-fiction i fantasy. Napisał sporo książek, ale najbardziej jest kojarzony z cyklem o Honor Harrington. Osobiście lubię, ale to typowe science-fiction (chociaż raczej nie hard). Natomiast Schronienie niby też należy do tego rodzaju fantastyki, ale tak nie do końca. Zaraz sprecyzuję dlaczego, ale tak jeszcze dodam, że inne książki Webera, też są raczej warte polecenia.
Chociaż, z jednym zastrzeżeniem - to nie jest wybitna literatura. Bardzo lubię u Webera, także w jego fantasy, takie bardzo racjonalne uporządkowanie świata, zasady są jasne i widać, że autor przemyślał sobie, jak ma to wszystko działać. Ale tak poza tym, szału nie ma - lubię, ale nie ma co ukrywać, że to raczej bardzo zdolny rzemieślnik, a nie artysta, w rodzaju Piskorskiego, czy Kresa (albo, by trzymać się amerykańskiego światka, Raymonda Feista).
wtorek, 18 sierpnia 2020
Bartosz Ćwir, W obronie wypraw krzyżowych
Trochę ciężko mi tę książkę oceniać. Z jednej strony, doceniam nowe publikacje w temacie krucjat. Wokół tego tematu, krąży tyle bzdur, że każda książka, która w jakiś sposób je prostuje, na pewno zasługuje na pochwałę.
Natomiast, cóż... Miałem od początku obawy (z racji wydawnictwa, które to wydało), że mogę się spotkać z przesadą w drugą stronę, jakimś nadmiernym wybielaniem krzyżowców.
Obejrzałem jednak ze dwa wywiady z autorem - wydawał się całkiem w porządku, dość jasno wytłumaczył swoje intencje. Na koniec posta, podrzucę linka do jednego z nich - może komuś pomoże, gdyby po lekturze tej opinii nie był pewien, czy chce mu się wydawać na to swoje pieniądze.
Dzięki tym wywiadom, nie byłem rozczarowany - na samym początku, spodziewałem się jednak, bardziej... profesjonalnego podejścia do historii. Ja rozumiem, że książka dla szerokich mas, ale mimo wszystko, na wpół oczekiwałem czegoś bardziej zbliżonego w formie do Fantazmatu Wielkiej Lechii Artura Wójcika. Tymczasem, dostałem de facto publicystykę - styl jest dużo luźniejszy, niż w przypadku normalnej książki historycznej, nawet popularnonaukowej. Nie ma też tak porządnych przypisów, zaledwie spis książek i źródeł, na które autor się powołuje i z których korzystał.
Jednak, pan Ćwir wyjaśnił, że na samym początku, chciał po prostu naskrobać parę artykułów, które prostowałyby kilka mitów, które narosły wokół krucjat. Okazało się, że jest tego tak dużo, że powstała książka. Cóż - jestem w stanie to zrozumieć. Ja bym wolał coś innego, ale niech już będzie. Przynajmniej nie byłem za bardzo rozczarowany.
Na razie tyle, jeśli chodzi o formę. Potem jeszcze nadmienię, co jeszcze uważam, za elementy raczej niepotrzebne, ale na razie, poprzestańmy może na tym i przejdźmy do treści.
poniedziałek, 10 sierpnia 2020
Herbert George Wells, Wojna Światów, CK #2 (marzec-kwiecień)
Przyznaję ze wstydem, że twórczość H.G. Wellsa, znałem dotąd raczej pobieżnie.
Stąd też, jeszcze u początków tego roku, postanowiłem sobie, że przeczytam przynajmniej słynną Wojnę Światów - najpewniej pierwszą w historii opowieść o inwazji kosmitów na Ziemię.
Cóż, pan Herbert George Wells to absolutna klasyka science-fiction - raczej przedstawiać nie trzeba. Nawet jeżeli ktoś od niego czegoś nie czytał, to zapewne słyszał. Coś mi się kojarzy, że akurat Wojna Światów, była nawet wspominana na języku polskim.
Ta książka jest tym bardziej znana, że miała doprowadzić do pewnej paniki. Otóż, w roku 1938, gdy Orson Welles zaaranżował czytanie tej powieści w radiu (już wtedy uchodziła za klasykę), to miała wywołać istną panikę wśród tysięcy Amerykanów. Dzisiaj co prawda, podważa się te wydarzenia - tym niemniej, opowieść o nich, na pewno zbudowała tej książce specyficzną legendę.
Także, chociażby ze względu na to, że jest to istotna dla rozwoju gatunku książka, przeczytać ją raczej warto. Miałem jednak pewne wątpliwości, czy dzisiaj już mocno nie "trąci myszką". Jakby nie patrzeć, powstała w końcu przed I wojną światową. Muszę powiedzieć, że miło się zaskoczyłem - przypuszczałem, że zestarzała się znacznie gorzej.
środa, 13 maja 2020
Joseph Pearce, Tolkien. Człowiek i mit
Nareszcie, jeszcze w kwietniu, udało mi się dostać dzieło, wspominanego już tutaj Josepha Pearce'a - Tolkien. Człowiek i mit.




