Warto zajrzeć (nie tylko o książkach):

piątek, 14 września 2018

Peter Frankopan Pierwsza Krucjata. Wezwanie ze wschodu

Całkiem niedawno wpadła mi w ręce książka Pierwsza krucjata. Wezwanie ze Wschodu. Ponieważ
Ogłoszenie o wykładzie z okazji premiery książki
temat wypraw do Ziemi Świętej, zwłaszcza pierwszej krucjaty, od dłuższego czasu, jest jednym z moich ulubionych, nie zastanawiałem się długo i kupiłem. Muszę zaznaczyć, że specjalistą nie jestem, toteż mogłem coś źle ocenić.
Książkę napisał Peter Frankopan, z Uniwersytetu w Oksfordzie. Autor jest specjalistą w dziejach Bizancjum, dokonał m.in. przekładu Aleksjady, relacji o rządach cesarza Aleksego I Komnena, pióra jego córki, Anny Komneny, na język angielski. Jak widać także na google scholar, jest dość dobrze cytowany. Możemy zatem wstępnie uznać, że autor zna się na rzeczy i wie, o czym pisze.

W czasie lektury, to wrażenie przeradza się już w pewność. Stawiane hipotezy są dość przekonująco oparte na źródłach. Brytyjski historyk zresztą za każdym razem, stara się zaznaczać, jeśli jakiegoś ze swoich wniosków nie jest pewien. Nie poddaje zresztą w żaden sposób w wątpliwość już znanych ustaleń na temat I wyprawy krzyżowej, nie jest jakimś ,,rewolucjonistą". Stara się jedynie rzucić na nie nowe światło.
Stawia dość kontrowersyjną tezę, że głównym pomysłodawcą i sprawcą tego zrywu zachodniego rycerstwa, nie był wcale papież Urban II (chociaż, nie ujmuje mu w żaden sposób zasług), ale cesarz Bizancjum, Aleksy I Komnen. Jednak, jak już wspominałem, popiera ją dość przekonująco, nie tylko odwołując się do źródeł, ale i dość logicznej argumentacji.

Autor ze szczegółami opisuje dojście Aleksego do władzy, jego przewrót wojskowy i kłopoty Cesarstwa, z powodu których, pomoc zachodniego rycerstwa, stała się prawie koniecznością. Burzy nieco takie czarno-białe postrzeganie stosunków bizantyjsko-tureckich, w Azji Mniejszej.
Tutaj na przykład, przytoczę coś, co jak dla mnie jest przykładem tej nieco innej interpretacji faktów, niż zazwyczaj się spotyka. Mianowicie, zazwyczaj (o ile wiem), przedstawia się śmierć władcy Bagdadu, Malikshaha, jako sposobność dla Bizancjum, by zniszczyć Turków, czego Aleksy nie wykorzystał. W tej książce możemy się dowiedzieć, że było wręcz przeciwnie, Malikshah, nie chciał, by któryś z wodzów za bardzo wzrósł w siłę, dlatego trzymał ich w szachu, współpracując z monarchą bizantyjskim. Dlatego, jego nagła śmierć była właśnie bardzo nie na rękę cesarzowi i przyczyniła się do późniejszego kryzysu. Jako dowody, Peter Frankopan przytacza między innymi zachowaną korespondencję między Malikshahem, a Aleksym Komnenem.
Takich przykładów jest dużo więcej, co jest nieco zaskakujące. Opisywane są także ciężkie próby cesarstwa, by odzyskać Nikeę, kończące się niepowodzeniem.
Interesujący jest również, opis stosunków między Aleksym, a papieżem Urbanem II. Mi osobiście, nie było wiadome, że do zażegnania schizmy, dzielącej obrządek grecki i łaciński, wcale nie było wówczas daleko.

Tutaj warto nadmienić o pewnej wadzie tej książki. Autor tak bardzo skupił się na naszkicowaniu sytuacji w Bizancjum w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XI wieku, stosunków cesarza z papieżem, czy wreszcie sporu papiestwa z cesarzem niemieckim, że na samą krucjatę zostało nieco mało miejsca. Książka nie jest zbyt gruba, ma może trzysta stron, sporo schodzi na bibliografię i spis źródeł. Około połowa tej właściwej treści, poświęcona jest na ten swego rodzaju, wstęp do I wyprawy krzyżowej. Oczywiście, było to bardzo interesujące. Mimo wszystko jednak, miałem pewien niedosyt. Uważam, że autor chciał zawrzeć nieco zbyt wiele w tej niezbyt obszernej książce, pewne rozbudowanie jej, wyszłoby jej na dobre.
Sam opis krucjaty, również jest przedstawiony trochę odmiennie, niż zazwyczaj. Nie ma tu wielu opisów militarnych. Autor bardziej skupia się na stosunkach zachodnich rycerzy z Aleksym I. Szczególnie wiele uwagi poświęcił zdobyciu Antiochii, kiedy stosunki z cesarzem pogorszyły się szczególnie, z powodu ambicji niektórych dowódców (szczególnie Boemunda).
Warto tutaj nadmienić, że ten "bizantyjski" sposób patrzenia na krucjatę, nieco zmienia postrzeganie zachodnich dowódców. Oczywiście, nie ma tu, jak wspominałem, rewolucji, ale nieco inaczej patrzy się później na Boemunda, Rajmunda z Tuluzy, czy Godfreya z Bouillon.

Autor bardzo starał się odkłamać czarną legendę Aleksego I Komnena, rozpowszechnioną m.in. dzięki Gesta Frankorum i inne zachodnie relacje. Wskazuje, że to w dużej mierze, skutek tego, że krzyżowcy chcieli się wybielić. Złamano przysięgę, złożoną władcy Bizancjum, o oddawaniu mu odzyskanych z rąk muzułmanów terenów w Azji Mniejszej. Dlatego, chciano przedstawić cesarza, jako kogoś, kto pierwszy ją złamał. Peter Frankopan, wykazuje, że nie była to prawda, a Aleksy I, dotrzymał warunków umowy.
Mimo widocznej sympatii Frankopana do założyciela dynastii Komnenów, nie mamy tu do czynienia z jakąś nierzetelnością. Brytyjczyk, wskazywał różne słabości władcy Bizancjum, niejednokrotnie też podkreślał, że nie można za bardzo ufać Aleksjadzie, która, z przyczyn oczywistych, nie była zbytnio obiektywna. Tak, jak nie były obiektywne relacje zachodnich kronikarzy.

Wypada też pochwalić książkę, za bardzo zgrabny język, którym jest napisany. Lektura nie nuży, jak
Wydanie polskie
nieraz bywa, w przypadku nawet całkiem ciekawych książek historycznych. I to w obu wydaniach, bo z ciekawości, zerknąłem również do angielskiego. Dlatego, tłumacz spisał się bardzo dobrze.
Ostatecznie więc, wypada wystawić jakąś ocenę. Tutaj mam pewien problem. Książka niewątpliwie jest wartościowa i zasługuje na przeczytanie. Jednak, nie wiem, czy jest dobra, dla kogoś, kto nie interesował się wcześniej tym okresem w historii. Jeśli tak, to warto potraktować ją, jako punkt wyjścia do dalszej lektury. Nie powinna też znużyć nawet całkowitego amatora, z uwagi na przystępne język.
Nie jestem natomiast pewien, jak rzecz się ma w przypadku kogoś, kto zawodowo zajmuje się dziejami wypraw krzyżowych. Wydaje mi się, że może i ta dość cienka książka, może mieć pewną wartość, z uwagi na to nieco inne spojrzenie na już znane fakty. Zwłaszcza, że można rozwinąć je bardziej, przez zajrzenie do obszernej bibliografii. Jednak, w tym wypadku, rzecz jasna nie będę się upierał przy swoim zdaniu

Ostatecznie więc, nie będąc pewnym, czy powinienem, ale:
9/10.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz