czwartek, 22 października 2020

Menno Schilthuizen, Ewolucja w miejskiej dżungli. Jak zwierzęta i rośliny dostosowują się do życia wśród nas

Prawie zdążyłem zapomnieć, że nie opisałem tutaj tej książki. Na szczęście jednak, przypomniałem sobie, bo zdecydowanie, przeczytać warto. Zwłaszcza, że chyba nie jest jakoś dobrze znana.

Przyznam, że momentami czytało mi się tę książkę ciężko. O tym może za chwilę, bo na samym początku skupię się może na pozytywach, których jest na szczęście, zdecydowanie więcej.

Autor, pan Menno Schilthuizen jest biologiem ewolucyjnym i ekologiem, zajmuje się głównie chrząszczami i ślimakami. Wykłada na uniwersytecie w Lejdzie, który jest jednym z bardziej prestiżowych w Europie, zatem, można powiedzieć, że zna się  na rzeczy. Dlatego, mimo, że wcześniej nie czytałem niczego jego autorstwa, nie wahałem się, czy sięgać po tę książkę.

Z tego, co patrzyłem, wynika, że napisał łącznie cztery książki, przeznaczone dla szerokiej publiczności, a w Polsce mamy dostępną tylko jedną.

Natomiast, co do tematyki, to myślę, że tytuł mówi za siebie. Mamy do czynienia z dość przystępnym i obszernym, omówieniem adaptacji różnych organizmów do warunków miejskich.

wtorek, 6 października 2020

Raport książkowy #7 (marzec - sierpień)

 

W końcu wrzuciłem. Nieco na szybko, także z rozpędu wylądowały książki z samego początku września, ale niech tam. Dostawa od Copernicus Center, już z końca pójdzie do następnego, podobnego wpisu.

Najpewniej i tak o czymś zapomniałem, ale niech tam - jedziemy z tym.

poniedziałek, 5 października 2020

Daniel Abraham, Cień w środku lata

 Daniel Abraham, jest dość cenionym, amerykańskim pisarzem fantasy i science-fiction. W Polsce jednak, jest znany głównie ze space opery, The Expanse, napisanej wspólnie Ty Franckiem pod pseudonimem James Corey.

W tym miejscu, pojawia się zagadka: Dlaczego jego inne książki, nie stały się popularne w Polsce?

Trzeba bowiem wiedzieć, że Abraham napisał m.in. dwa dość dobre cykle: The Long Price Quartet (w Polsce przetłumaczone jako Cena Ostateczna) oraz The Dagger and the Coin Quintet (w Polsce opublikowane jako Sztylet i Moneta).

Ale no właśnie, tutaj zaczynają się schody. Nad Wisłą wydano tylko pierwsze tomy obu tych cykli. O pierwszym tomie Sztyletu i Monety, czyli Smoczej Drodze, w końcu napiszę. Nadmienię tylko, że to bardzo dobra książka. W każdym razie, wydawnictwo Ars Machina, nie wydało dalszych części.

Podobnie jest z tą, omawianą dzisiaj. Cień w środku lata, wydał Mag w 2009. Po czym, odpuścił wydawanie następnych części. Tymczasem, jest to bardzo dobre fantasy, z ciekawym uniwersum i niebanalną fabułą. Dlatego, nie mam pojęcia, dlaczego pan Abraham w Polsce się nie przyjął. Zatem, może szerzej, dlaczego oceniam tę książkę dobrze.

poniedziałek, 28 września 2020

Brandon Sanderson, Bohater Wieków

Nie byłem pewien, czy to wrzucać, ale skoro już wrzuciłem poprzednią część, to i opublikuję tę, mimo, że przeczytane jeszcze w roku ubiegłym.
Co ja mogę powiedzieć - finałowe, bardzo spektakularne zwieńczenie bardzo dobrego cyklu. Nie wybitnego, bo jednak zdarzają się potknięcia, bohaterowie też nie zachwycają (chociaż w tym tomie, nieraz bywa naprawdę nieźle), ale wynagradza bardzo dobrze skonstruowane uniwersum.

Tradycyjnie, ostrzegam, że poniżej będą elementy, które zdradzają fabułę poprzednich części. Niedużo, ale jeśli ktoś nie chce, to może wyjść teraz. I zamiast tego, przeczytać, co mam do powiedzenia na temat pozostałych dwóch części.

Tak przypomnę jeszcze, jak wygląda ten świat. Jest to planeta, gdzie rośliny są brązowe, bo inaczej ciężko im  wychwytywać światło. A dzieje się tak, bo położone tam góry, nieustannie wyrzucają z siebie popiół, zasnuwając niebo i wszystko pokrywając grubym nalotem. Niezwykle dużo pracy wymaga zwyczajne obsianie pól i zbiory, nie mówiąc o utrzymywaniu ogrodów.

Natomiast nocą, ulicami miast i na polach, nieustannie kłębi się mgła. Niezwykle gęsta, na pewno nie jest naturalna.

Bardzo niestandardowy jest też system magii. Mag, pozyskuje swoją moc, ze "spalania" odpowiednich metali. Najpotężniejsi, potrafią wykorzystywać wszystkie - zwą ich Zrodzonymi z Mgły.

środa, 23 września 2020

Roger Zelazny, Kroniki Amberu I

W minionych miesiącach, przypomniałem sobie Dziewięciu Książąt Amberu - czytałem lata temu, jeszcze chyba na początku liceum. Prawdę mówiąc, nie za wiele pamiętałem. Pamiętałem o czym była i że mi się podobało, ale AŻ tak bardzo w pamięć mi nie zapadła. Chyba musiałem znacząco nie docenić.

Teraz jednak nadrobiłem i okazało się, że straciłem niemało. Na początku może drobna uwaga techniczna. Kroniki Amberu to jeden z najbardziej znanych cykli śp. Rogera Zelaznego, znanego amerykańskiego twórcy fantastyki (zaklinał się, że pisze tylko sci-fi, ale moim zdaniem, wiele jego książek to fantasy - zresztą bardzo dobre).

Kroniki składają się z dziesięciu tomów, pierwszym jest właśnie Dziewięciu Książąt Amberu. W zasadzie jednak, dzielą się na dwie części, każda po pięć tomów. Dlatego tutaj omawiam właśnie Kroniki Amberu I (zwane też Kronikami Corwina), czyli właśnie tą pierwszą część.

Takie recenzowanie, tym bardziej ma sens, że trzy ostatnie, polskie wydania całych Kronik,ukazały się w formie dwóch omnibusów. Jeśli więc kogoś zachęcę do przeczytania tych książek, najpewniej sięgnie właśnie tylko po jedną książkę :P.

wtorek, 1 września 2020

David Weber, Schronienie: Rafa Armagedonu - Na Znak Tryumfu (1-9)

Na wiosnę, przeczytałem sobie Na Znak Tryumfu, po raz pierwszy po polsku (wcześniej, nie znudziło mi się czekanie, aż Rebis weźmie się za tłumaczenie, zatem sięgnąłem po oryginał). Przy okazji, przypomniałem sobie poprzednie tomy cyklu Schronienie, którego ta książka jest tomem 9.
Doszedłem do wniosku, że nie ma sensu opisywania tutaj samego Na Znak Tryumfu - kompletnie nic taki wpis nie powie komuś kto nie czytał czegokolwiek z tego cyklu. Ale uznałem, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby zbiorczo opisać tomy 1-9 - tym bardziej, że tworzą swego rodzaju całość. Oczywiście, będzie kontynuacja, ale pewien istotny wątek, został zakończony.

Może najpierw kilka słów o autorze - David Weber jest amerykańskim autorem science-fiction i fantasy. Napisał sporo książek, ale najbardziej jest kojarzony z cyklem o Honor Harrington. Osobiście lubię, ale to typowe science-fiction (chociaż raczej nie hard). Natomiast Schronienie niby też należy do tego rodzaju fantastyki, ale tak nie do końca. Zaraz sprecyzuję dlaczego, ale tak jeszcze dodam, że inne książki Webera, też są raczej warte polecenia.

Chociaż, z jednym zastrzeżeniem - to nie jest wybitna literatura. Bardzo lubię u Webera, także w jego fantasy, takie bardzo racjonalne uporządkowanie świata, zasady są jasne i widać, że autor przemyślał sobie, jak ma to wszystko działać. Ale tak poza tym, szału nie ma - lubię, ale nie ma co ukrywać, że to raczej bardzo zdolny rzemieślnik, a nie artysta, w rodzaju Piskorskiego, czy Kresa (albo, by trzymać się amerykańskiego światka, Raymonda Feista).

wtorek, 18 sierpnia 2020

Bartosz Ćwir, W obronie wypraw krzyżowych

 Trochę ciężko mi tę książkę oceniać. Z jednej strony, doceniam nowe publikacje w temacie krucjat. Wokół tego tematu, krąży tyle bzdur, że każda książka, która w jakiś sposób je prostuje, na pewno zasługuje na pochwałę.

Natomiast, cóż... Miałem od początku obawy (z racji wydawnictwa, które to wydało), że mogę się spotkać z przesadą w drugą stronę, jakimś nadmiernym wybielaniem krzyżowców.

Obejrzałem jednak ze dwa wywiady z autorem - wydawał się całkiem w porządku, dość jasno wytłumaczył swoje intencje. Na koniec posta, podrzucę linka do jednego z nich - może komuś pomoże, gdyby po lekturze tej opinii nie był pewien, czy chce mu się wydawać na to swoje pieniądze.

Dzięki tym wywiadom, nie byłem rozczarowany -  na samym początku, spodziewałem się jednak, bardziej... profesjonalnego podejścia do historii. Ja rozumiem, że książka dla szerokich mas, ale mimo wszystko, na wpół oczekiwałem czegoś bardziej zbliżonego w formie do Fantazmatu Wielkiej Lechii Artura Wójcika. Tymczasem, dostałem de facto publicystykę - styl jest dużo luźniejszy, niż w przypadku normalnej książki historycznej, nawet popularnonaukowej. Nie ma też tak porządnych przypisów, zaledwie spis książek i źródeł, na które autor się powołuje i z których korzystał.

Jednak, pan Ćwir wyjaśnił, że na samym początku, chciał po prostu naskrobać parę artykułów, które prostowałyby kilka mitów, które narosły wokół krucjat. Okazało się, że jest tego tak dużo, że powstała książka. Cóż - jestem w stanie to zrozumieć. Ja bym wolał coś innego, ale niech już będzie. Przynajmniej nie byłem za bardzo rozczarowany.

Na razie tyle, jeśli chodzi o formę. Potem jeszcze nadmienię, co jeszcze uważam, za elementy raczej niepotrzebne, ale na razie, poprzestańmy może na tym i przejdźmy do treści.